wtorek, 24 lutego 2015

Zaburzenia odżywiania,kompulsy cz. II.


W pierwszej części pisałam czym jest kompulsywność i przedstawiłam krótką historię jak to było u mnie.

W części II napiszę dlaczego występują kompulsy i jak sobie z nimi radzić.

W cz. III natomiast napiszę skutki kompulsów i przydatne linki.


Dlaczego powstają:
 

Najczęściej podłoże tego problemu leży w emocjach,stresie,złych nawykach,ale może mieć też przyczynę w złym działaniu neuroprzekaźników (serotonina,dopamina,acetylocholina), niewłaściwie dobranej diecie zawierającej mało odżywcze składniki podnoszące cukier (wtedy poziom hormonów np. insuliny jest wysoki co stymuluje więcej zachcianek i nagły głód) czy też zbyt dużych restrykcjach (o głodówkach można poczytać m.in. tutaj tutaj tutaj i tutaj oraz Eksperyment Minnesota) oraz zbyt forsownych ćwiczeniach,ale i w problemach hormonalnych/zdrowotnych




Sposoby pomocne w wyjściu z nałogu kompulsywności:
 
Pierwszy krok to uświadomienie sobie problemu,bez tego każdy podjęty krok będzie nieskuteczny. Mogą pomóc Ci w tym pytania z tego wpisu.

Drugi krok to znalezienia źródła/przyczyny problemu oraz jego ujścia. 
SAMOŚWIADOMOŚĆ i OBSERWACJA SIEBIE. 
Dopiero, gdy widać co powoduje destruktywne zachowanie można wiedzieć czym się zająć. Bo tak naprawdę często nie jesz, by coś czuć ,ale po to by nic nie czuć. 
Zagłuszyć to co należy odkryć.  Wypełnić pustkę,której nie wypełnisz żadną ilością jedzenia.
Nie zawsze głównym winowajcą jest jedzenie,ono jest tylko zatuszowaniem problemu.


                               Kiedy sięgasz po jedzenie
                               Dlaczego? W sytuacji stresu? 
                               Ze złości? Z poczucia samotności?  
                               Na pocieszenie?  Z nudów?  Z głodu?
                               Co wywołuje napady?
                               Co czujesz?
                               Co dane reakcje Ci mówią?  Gdzie się znajdują w ciele?
                               Jakie uczucia Ci towarzyszą
                               Czy na pewno chcesz jedzenia czy czegoś innego? 
                               Stań się obserwatorem,a nie tylko uczestnikiem.
                               Co możesz zrobić innego zamiast jedzenia?
                               Czy tym właśnie jesteś?

  
Trzeci krok to podejście do człowieka holistycznie,bo ciało,umysł i dusza tworzą tak zwarty monolit, że w przypadku konkretnej osoby trudno określić czy w sukcesie większy udział mają zmiany wprowadzone w sposobie odżywiania,myśleniu czy stylu życia, dlatego po rozpoznaniu źródła i przyczyny należy wziąć pod uwagę całość i podejść do człowieka holistycznie i indywidualnie i zależnie od przyczyny problemu wziąć pod uwagę:



Ciało:
 
    • Prawidłowo dobrana dieta (sposób odżywiania) zbilansowana,bogata odżywczo,indywidualnie dobrana z odpowiednią ilością kalorii,białka,tłuszczy,węglowodanów oraz witamin,minerałów i płynów.
    Wybierz dla siebie dietę, której będziesz mogła się trzymać przez cały czas (nie traktuj tego jako przejściową dietę odchudzającą) Zastanów się co lubisz jeść,jakie są lepsze tego wybory. Może będzie to Paleo,Ajurweda,Wegetarianizm czy po prostu zbilansowana dieta. Ważne aby odpowiadała Tobie i nie prowadziła do zachcianek na niezdrową żywność.Możesz zerknąć do mojego wpisu tutaj oraz tutaj a także tutaj.
    Drastyczną dietą którą ja stosowałam nie nauczyła mnie się jak jeść dobrze,lecz jedynie jak schudnąć. Nie była zmianą na zawsze,a na chwilę stąd powrót do punktu wyjścia. Do tego nie załatwiłam sprawy na poziomie emocjonalnym i działałam jedynie powierzchownie stąd mój problem powrócił o czym pisałam m.in. tutaj


    • Mimo że wiele osób je dużą ilość kalorii to posiłki te są mało odżywcze przez co organizm jest niedożywiony mimo wysokiej ilości kalorii i przez to ośrodek sytości jest rozregulowany.


    • Gdy organizm nie ma odpowiednich składników mineralnych i witamin wysyła fałszywe sygnały o apetycie, który najczęściej jest określony na produkty o niskiej wartości odżywczej jak cista,słodycze żywność mocno przetworzona itd. Organizm zaśmiecony sztuczną żywnością sam staje się sztuczny i takie sygnały wysyła.


    • Unikaj zapalników (tzw.triggery).  
    Najczęściej są to słodycze. I tak jak u ''zdrowych'' osób zjedzenie paru ciastek nie wywoła żadnego przykrego skutku tak u osoby z zaburzeniami może doprowadzić do ataku, który będzie trwał kolejne godziny lub dni.
    Usuń z domu produkty które wyzwalają w Tobie zachcianki i są niezdrowe. Gdy nie widzisz bodźców,nie będzie reakcji. Gdy już będziesz pewna siebie i nauczysz się żyć bez kompulsywności,wtedy przyjdzie czas na pozwolenie sobie na takie rarytasy.
    Choć słuchanie organizmu jest dobre to przy każdej zmianie na początku może wysyłać sprzeczne sygnały. Tak samo jak narkoman słuchając organizmu na początku wychodzenia z nałogu nie zaszedł by za daleko,tak samo bulimik mając wolną rękę na początku zmiany diety nie powinien aż tak sobie pobłażać o czym napisane jest m.in. tutaj.
    Dodatkowo dla ułatwienia podam Ci najczęściej występujące zapalniki nałogów: miejsca (sklepy,bary,praca,dom rodzinny), okoliczności (spotkania rodzinne,imprezy,podróże), zmysły (widok,zapach,smak,reklama,opakowanie), negatywne emocje (nuda,smutek,niskie poczucie wartości,frustracja,złość,użalanie,niepewność,stres,poczucie winy,samotność,odrzucenie,brak spełnienia,brak czegoś,pustka/próżnia która wyje aby ją zapełnić), pozytywne emocje (radość,szczęście,świętowanie,relaks,bliskość,osiągnięcie czegoś), odczucia fizyczne (ból,PMS,stres,zmęczenie,niewyspanie,spadek cukru,głód), alkohol,różne produkty spożywcze lub środki psychotropowe,




    • Liczyć kalorie czy nie?
    Z mojego doświadczenia na początku lepiej nie. Starać się jeść na wyczucie (chociaż może być ono silnie zaburzone),przestrzegać zasad odpowiedniego jedzenia,nie narzucać sobie zakazów ,nakazów czy zbytnich restrykcji. Można skorzystać z wpisów jakie znajdziesz u mnie w zakładce zdrowe odżywianie i według nich kierować się w układaniu menu.
    Z drugiej zaś strony jeśli nie masz wykształconych jeszcze orientacyjnych porcji jakie są dla Ciebie odpowiednie,potrafisz jeść za mało ze strachu przed przytyciem lub za dużo nie przykuwając uwagi do tego ile jadasz to tu pomocne okazać może się jednak liczenie.Z czasem nabierzesz wprawy i organizm który przestanie być zagłuszany sam nakieruje i pokaże co i ile mu trzeba.
    Jedząc, ''ile się chce", z reguły jakiś czas ,można jeść za dużo, bo i żołądek pojemniejszy od wcześniejszych objętościowo węglowodanów, i jest przez krótki czas lekki uporczywy głodzik spowodowany brakiem węglowodanów, których pożądają tkanki. To mija po jakimś czasie i zaczyna się jeść mniej, ale przez jakiś czas je się dużo kalorii i się nie chudnie.  

    Apetyt z czasem zmniejsza się do poziomu zapotrzebowania organizmu i mniejsza ilość przyjmowanych kalorii ustala się samoczynnie,później można sobie na bazie doświadczeń dopasować podaż ww do potrzeb,bo jeśli organizm jest zdrowy to sam reguluję ilość i to czego potrzebuje,ale może to zająć trochę czasu.


    • Częstotliwość posiłków która również jest indywidualna.
    U jednych zbyt częste i małe posiłki rozbudzają apetyt, skutkują ciągłym skupieniem myśli wokół jedzenia,a u drugich znów zbyt długie odstępy czasowe i bardziej obfite sprawiają zbyt duży spadek cukru i napad na jedzenie.Dobierz ile posiłków chcesz jeść pod własne preferencje,sprawdzając co najlepiej Ci służy.


    • Przestań myśleć o odchudzaniu i podejmowaniu kolejnych diet głodówkowych,nie dostosowuj siebie do kalorii a kalorie do siebie.


    • Świadome jedzenie (mindfulness). W skupieniu na posiłku,bez rozpraszaczy,bez telewizji,internetu.W mindfullnes chodzi o świadomie bycie w danej chwili, doświadczanie jej trochę na zasadzie obserwatora, który widzi, co się dzieje i właśnie zdaje sobie sprawę, że nie musi postępować automatycznie, ale ma wybór,wolną wolę i świadomość.   Zauważenie luki pomiędzy bodźcem a reakcją.

      Sekret polega na zerwaniu połączeń neuronów, które dają nam impuls do kompulsów, czyli kiedy chce nam się najeść to siadamy i czekamy, próbujemy się oddzielić od tej części która mówi nam "zjedz to".
      Badamy,obserwujemy. Widzimy, że w tej chwili pomiędzy bodźcem a reakcją jest pusta przestrzeń, którą jedynie Ty możesz wypełnić swoją decyzją i wyborem.
      Powąchaj,wyobraź jak źle wpłynie na Ciebie takie destrukcyjne zachowanie.

      I w zasadzie stwierdzisz, że nie warto dać przejąć się jedzeniu,bo to Ty tu rządzisz O Mindful Eating dokładniej napiszę w osobnym poście.


    • Każdy posiłek który jesz ,jedz powoli,świadomie koncentrując się na smaku,zapachu,kolorze. Delektuj się nim nawet 20-30minut. Doceń każdy kęs. Odłóż widelec na kilka sekund,przeżuwaj bardzo dokładnie.


    • Nie jedz gdy nie jesteś głodna,

    • Jedz do uczucia przyjemnej sytości, a nie uciążliwego przejedzenia. 


    • Nie jedz pod wpływem emocji. Jeśli jesteś smutna,zdenerwowana lepiej ominąć posiłek niż jeść pod wpływem emocji. Tych dobrych jak radość,euforia też się to dotyczy.


    • Naucz się odróżniać głód emocjonalny od głodu fizycznego.Sprawdź czy to nie zachcianka /ochota lub o jakich niedoborach informuje organizm.
    Gdy najdzie Cię chęć na zjedzenie tony cukierków zatrzymaj się i pomyśl czy to na pewno głód, który nie pozwalałby na przeżycie chociaż minuty dłużej? Co chcesz ukryć,co czujesz w tym właśnie momencie?
    Odciągaj w czasie chęć jedzenia jeśli jest to gwałtowna zachcianka/głód psychiczny chybae jest to prawdziwy głód (który narasta z czasem,stopniowo), bo to co czujesz, a myślisz to dwie różne sprawy. Więcej o tym w osobnym wpisie.


     
    • Nie oglądaj jedzenia w internecie,nie myśl o jedzeniu ,nie planuj ciągle jadłospisu(przeznacz np pół h dziennie na zaplanowanie menu i pozostały czas nie myśl już o jedzeniu) O jedzeniu myśl tylko tyle ile to konieczne. Bez myślenia, że za dużo/za mało/źle zjadłaś.Bez myślenia o każdym posiłku i dokładnym planowaniu do przesady.


    • Poproś domowników/osoby z którymi często przebywasz,aby chowali niezdrowe/wyzwalające produkty z Twojego pola widzenia. Nie musisz wymagać aby zmienili swoje nawyki żywieniowe,ale poproś o delikatne wsparcie,


    • Zmień naczynia w których jadałaś (kup mniejszy niebieski talerz ,ładny kubek,elegancki widelec) 


    • Gdy jesz poza domem,planuj aby zabrać swój posiłek z domu lub wybierz jak najlepsza opcję pasującą do Twojej diety. Zaplanuj takie posiłki aby były mądre. Weź sałatkę bez sosu zamiast fasfooda, weź połowę porcji itp. 


    • Nie nagradzaj się jedzeniem. Nie jesteś psem. Znajdź inne nagrody które będą równie przyjemne ale nie będą tak destruktywne.


    • Zadbaj o odpowiednią ilość serotoniny,dopaminy,tryptofanu,witamin ,magnezu,cynku,kwasu foliowego,


    • Warto zadbać o zdrowie i prawidłowe funkcjonowanie układu trawiennego i jelit. 


    • Wyklucz choroby,zbadać hormony,


    • W skrajnych przypadkach zaburzeń odżywiania podawane są leki typu nalokson/ naltreskon. Środek ten blokuje mezolimbiczny (opioidy) układ nagrody położony w mózgu.Warto podawać go z bupropionem lekiem przecidepresyjnym,ale o tym powinien zadecydować lekarz prowadzący. Choć jedni chwalą działanie leków moim zdaniem zakrywają one tylko skutek a nie pomagają odkryć prawdziwego źródła problemu. Można jednak zastosować delikatne leki przeciwdepresyjne ziołowe.


    • Terapie naturalne np.masaż,bioenergoterapia,kolory,drzewa,akupresura,akupunktura,wodolecznictwo,


    • Aktywność wedle preferencji. Bez przesadzania w jedną czy drugą stronę. Dla mnie najlepsze połączenie: siłownia,cardio,joga wraz z ruchem na co dzień.


    • Relaks i sen.




    Umysł:


    • Myśl pozytywnie i motywuj sama siebie. Uwierz w siebie i podnoś swoją pewność siebie.


    • Nauka radzenia sobie ze stresem/emocjami. Wyrzucanie ich z siebie.
    Gdy masz okres kiedy stres jest na wysokim poziomie Twój mózg jest przeładowany i chcąc odpocząć próbuje nakłonić Cię i odwrócić uwagę od pracy do czegoś co da mu szybką ''ulgę'' czyli nałóg.
    Naucz radzić sobie z rozładowywaniem stresu i emocji w inny niż jedzenie sposób (medytacja,hobby,sen,muzyka,film).
    Chcesz płakać? Rycz ile możesz. Chcesz krzyczeć? Śmiało. Nigdy już więcej nie chowaj i nie duś tego co czujesz. Nigdy!!! Przestań ciągle być posłuszną osobą ,przestań robić wszystko dlatego, że tak wypada,lecz pamiętaj, że Twoja złość to też nie usprawiedliwienie by kogoś pobić;) Rób wszystko tak by nie zaszkodzić sobie i innym.
    Kiedy znowu poczujesz tę pustkę podczas jedzenia, zatrzymaj się i wgłąb bardziej w tę pustkę i w ten smutek i poczuj to jeszcze bardziej i jeszcze. I przez chwilę pozwól sobie być z tymi uczuciami,zbadaj je i sprawdź co Ci mówią? Następnie pozwól im odejść. Po czym skup swoją uwagę na podstawie kręgosłupa i wykonaj 10 szybkich wdechów i wydechów, tak, jakbyś gasiła świeczkę. Następnie oddychaj normalnie.
    Rób tak też za każdym razem, kiedy dopadnie Cię kompulsywne jedzenie.
    Świadomie,tu i teraz.

    • Znajdź błędne przekonania, którymi się kierujesz. U mnie było to m.in to,że bałam się, że będąc szczupłą faceci będą kochać mnie tylko za to, bałam się,że inni nie będą mili dla mnie z zazdrości o ładną sylwetkę. Takim myśleniem właśnie podświadomie utrudniałam utratę kg, w czym dodatkowo ''pomagały'' mi napady,bo przez nie, jojo postępowało bardzo szybko. A doszło do tego,bo zaczęłam myśleć, że nadmiar kg uchroni mnie przed kolejnymi stratami,ale przecież wszystko w życiu przychodzi i odchodzi i tylko zmiana jest stała. Utrata wagi to nie oznaka utraty i straty po raz kolejny czegoś w życiu. To wyzwolenie i dobro dla mnie.


    • Uświadom sobie, czego brakuje Ci w życiu, co Ci daje (dawało) takie jedzenie? Bo jedzenie powinno spełniać przede wszystkim funkcję odżywania organizmu. Jemy po to, aby żyć, a nie żyjemy po to aby jeść. Jakie emocje chciałaś czasem zagłuszyć (smutek, wyrzuty sumienia), albo jakie wywołać? Przyjemność? Polecam książkę ''Zachcianki pod kontrolą'' gdzie autorka piszę jak dana potrawa pokazuje czego może brakować. Np masło orzechowe odpowiada za brak rozrywki w życiu.   
              


    • Odetnij się a raczej przeżyj to co było. Uwolnij się od przeszłości.  Często przeszłość nie daje ruszyć dalej powodując przykre nałogi, w których zakrywamy ból/emocje tego co kiedyś się przytrafiło. Chęć objedzenia to nie jest prawdziwa chęć, a znak od sił wyższych, że coś chcę wyjść na zewnątrz.Nie zakrywaj kolejny raz tego ujścia jedzeniem.


    • Musisz nauczyć się posługiwania swoim wewnętrznym dzieckiem,rodzicem i dorosłym i w odpowiedniej sytuacji zastosować jeden z wybranych. Wiedzieć kiedy zachowywać się odpowiednio używając danego z nich.


    • Dorośnij. Pogódź się z tym, że nie jesteś już malutkim dzieckiem, które czeka na miłość od kogoś. Jesteś dorosła i zamiast czekać na miłość od kogoś weź to przestraszone dziecko i sama się nim zaopiekuj.


    • Warto też wspomnieć i zapoznać się na czym polega syndrom DDA, który wielu terapeutom nie wiąże się z kompulsywnością, a często okazuje się że wskazówki tam zawarte dziwnym trafem się z nią łączą. Postaram się napisać coś dokładniej na ten temat w osobnym wpisie, więc może wtedy rozjaśnie o co chodzi. Ogólnie naprawienie relacji z rodziną może być kluczowe,bo rodzina to źródło.  Wybaczenie,zrozumienie i współczucie są podstawowymi narzędziami. Nie trzeba pracować z całą rodziną. Gdy zajdzie zmiana w jednostce to rodzinne więzi i relacje zmienią się samoczynnie.



    • Nie obwiniaj się, ale i weź odpowiedzialność.
    Nie obwiniaj się za wpadki oraz kompulsywne jedzenie,pozbądź się tego poczucia winy.
    Nie obwiniaj się za to co było,co jest i co będzie,a już w szczególności za sprawy dotyczące jedzenia (zerknij)
    Ale zarówno weź odpowiedzialność za siebie ,swoje czyny wybory i dokonania.Weź odpowiedzialność za swoje życie. Uwierz mi,że nikt ani nic nie mają wpływu kim jesteś,co robisz. Tylko Ty decydujesz o swoim życiu. To jest Twoja księga którą piszesz sama/sam. Nie patrz na to jakie nawyki zostały wpojone w dzieciństwie,nie patrz na to co mówią i do czego namawiają inni,nie patrz na ich życie. To co dzieje się z Tobą to są Twoje wybory.
    Jednym zdaniem nie obwiniaj siebie ale i nie przyzwalaj. Podejdź do problemu racjonalnie i odpowiedzialnie. Nie obwiniaj także innych, bo nikt oprócz Ciebie nie ma wpływu na Twoje życie.


    • Przestań oczekiwać i pokładać nadzieje w innych. Wszystko czego potrzebujesz masz w sobie. Czas to odkryć i sobie podarować. Ile jeszcze chcesz czekać na miłość,sukces,szczęście? Wiesz że to wszystko masz w sobie? W swoim sercu...


    • Naucz się umiaru i racjonalności w każdej strefie życia, aby wiedzieć kiedy i ile możesz, a kiedy warto wrzucić czasem na luz,nie przeładowywać się (gdy np byłam przemęczona,gdy się do czegoś zmuszałam mimo tego, że organizm mówił mi abym dała sobie chwile wytchnienia byłam tak rozdrażniona, że atak na jedzenie był wzmocniony).


    • Przestać być idealna. Perfekcjonizm i ego to cichy zabójca.
    Może to przykre ale wiedz że nie ma takich ludzi,nawet jeśli myślisz że są. Nikt nie jest nieomylny, a Ty zamiast płakać na rozlanym mlekiem czy szukać dziury w całym potraktuj upadek czy przeszkody jako doświadczenie i lekcje i wykorzystaj je w przyszłości.


    • Nawyk.
    Choć jest to temat na osobny wpis to wszystko co robimy jest nawykiem. Czasem wytwarzane są złe nawyki/nałogi, lecz gdy na ich miejsce postaramy się wprowadzić nowy,dobry nawyk może to być jednym z kroków do wyleczenia. 
    Ważne by znaleźć źródło problemu i z nim pracować.Uświadomić sobie co jest bodźcem,który wyzwala reakcje? Pamiętaj że pomiędzy bodźcem a reakcją jest pusta przestrzeń, którą jedynie Ty możesz wypełnić swoją decyzją i wyborem.
    Dobrym wyborem wytwarzasz w mózgu nowe ścieżki neuronowe,które są dobre dla Ciebie, wykształcasz nowy nawyk,który zamiast być destruktywny (choć nigdy takim nie był,bo w końcu to prezent, aby zobaczyć co trzeba naprawić) wykształcasz nowy,który działa na Twoją korzyść .
    Powtarzając ciągle i ciągle w końcu podświadomość na miejsce tego co uważała za jedyne najprostsze słuszne i jedyne jej znane (bo umysł lubi jasne i proste rozwiązania) wyjście (kompulsywność) uczy się nowych przyjaznych rozwiązań.

    • Zrób listę rzeczy, które sprawiają Ci radość (ja nazywam to listą uprzyjemniaczy czasu lub zabijaczy nudy). Które lubisz robić i mogą być skutecznym odciągaczem od myśli czy ochoty na obżeranie.
                            
    • Znajdź czas dla siebie i zacznij żyć. Tak! nie odkładaj wszystkiego na czas kiedy schudniesz/wyjdziesz z nałogu. Zacznij realizować marzenia,robić rzeczy, które nie są związane z wagą,dietą,odchudzaniem i zajmij się nauką, rozwojem osobistym,nauką,kontaktami z ludźmi. Stawiaj sobie cele i realizuj je.Spełniaj marzenia. Zmiana sposobu życia doprowadzi do tego ze zamiast najpierw chudnąc odkładając wszystko na później, schudniecie będzie skutkiem ubocznym zajęcia czasu sprawami z innych stref życia. 


    • Zamiast mówić czy myśleć: ''Nie mogę tego zjeść'' Powiedz sobie że świadomie podejmujesz decyzje i wybierasz zdrową żywność, która jest dla Ciebie dobra.  
    Choć zjedzenie od czasu do czasu czegoś spoza listy Twojej diety nie jest niczym złym to pamiętaj, że to Twój świadomy wybór i zamiast chwilowej przyjemności ze słodyczy i długich wyrzutów sumienia możesz wziąć kontrolę nad swoimi wyborami i cieszyć się zdrowymi produktami.



    • Pamiętaj o swoich celach. Po co to robisz? Chwilowa przyjemność ze słodyczy nie da Ci tego, co świadome mądre wybory prowadzące Cię do wyznaczonego celu.
      Nie reaguj na docinki czy namowy innych ludzi. To Twoje życie i Ty decydujesz co robisz. Jeśli w twoim otoczeniu są osoby, które nie akceptują Twoich decyzji,sabotują,wyśmiewają, zastanów się czy nie ograniczyć takich kontaktów, a zacząć przebywać z osobami, z którymi czujesz się dobrze i swobodnie,unikać osób które namawiają do ulegania złym nawykom żywieniowym lub nauczenie się zdrowej asertywności i odmawiania jeśli towarzystwo tych osób jest nieuniknione. Np. rodzina która zamiast wspierać wpycha w Ciebie kolejną paczkę ciastek.

      Nie musisz się nikomu tłumaczyć dlaczego jesz tak, a nie inaczej,a jeśli bardzo nalegają powiedz, że robisz to dla zdrowia i zakończ temat.



      Dusza:

      12kroków oraz 12tradycji AŻ.

      Bądź TU i TERAZ. Bądź obecna i świadoma chwili obecnej.  
       

    • Oddech,świadomość,medytacja,wizualizacja,afirmacje,modlitwa,

    • Dbaj,kochaj i zaakceptuj siebie. Troszcz się o siebie.

    • Kochaj! Miłością zapełnisz tą pustkę,którą zapełniasz jedzeniem.Kochaj siebie i kochaj wszystko dookoła. 

    • Wybacz sobie błędy ,potknięcia,słabość,zaakceptuj siebie jako człowieka nie jako maszynę która musi być ideałem.Wybacz innym. Oni też są tylko ludźmi. Może nie wiedzieli jak się zachować,może nie wiedzieli, że robią Ci krzywdę? Postaw się w ich sytuacji.

    • Słuchaj intuicji i odczytuj obrazy, które daje. Słuchaj swego serca i i za nim. Świadomie obserwuj myśli i emocje. Wyrażaj emocje i uczucia nie kryjąc ich w sobie.
     
    • Odkryj co pokazuje choroba/nałóg,przepracuj to i załatw,aby nie powracało ponownie  pod postacią innego nałogu.

    • Nie uciekaj przed problemami czy przeszkodami życia. Nie uciekaj przed bólem,krytyką,porażką,strachem. Nawet uciekając na drugi koniec świata pamiętaj, że nie załatwione sprawy pojadą tam za Tobą... Staw im czoła,a będziesz mieć możliwość wzrostu i poznania samego siebie. Życie to radość i smutek. Nie uciekaj przed żadnym. Doceniaj i podziękuj za nie. 


    • Nic nie oceniaj,nie oskarżaj,po prostu zaakceptuj. 

    • Okazuje wdzięczność za wszystko.
     
    • Nie bój się. Wszystko zawsze kończy się dobrze,nawet jeśli myślisz że nie.     Odważnie ruszaj naprzód. Światło i wszystko czego potrzebujesz masz w sobie.    Otwórz swe serce na siły Wyższe/ Opiekunów/Energię (nazwij jak chcesz). Zaufaj i Uwierz w to i idź bez strachu. 



                                            
    A na końcu pytają jak to zrobiłaś...


     


    Dlaczego Ci to mówię? Bo mnie nikt nie uprzedził że może boleć i za każdym razem kiedy coś zaczynałam czuć, bałam się tego. Bałam się bólu/strachu/łez. 
    Teraz wiem że niepotrzebnie.

    Takie jest życie i trzeba doświadczyć tego bólu i tego co pokazuje organizm/dusza,trzeba przeżyć ten ból i dopiero wtedy się od niego uwolnisz. 

    Chowając go pod kolejnym napadem jedzenia, zagłuszysz go na następne lata i schowasz do szuflady z wieloma odkładanymi uczuciami co problem pogłębia.

    Z drugiej strony przestań ciągle myśleće masz problem,że jesteś chora, bo wtedy robisz z siebie ofiarę, którą jesteś tylko w swojej głowie.

    Bo to o czym myślisz takim się staje. Gdy myślisz ze jesteś chory to.... tak właśnie jest!

    Gdy myślisz, że będzie okropnie to od razu włącza się strach i blokada,ale jeśli myślisz że nie będzie najgorzej i to tylko kolejne życiowe wyzwanie to od razu podejście zmienia się na pozytywne.

    Czyli musisz być przygotowanyme łatwo nie będzie,ale z drugiej strony mając tego świadomość nastawiać się, że dasz rade i pokonasz każdą przeszkodę,zmierzysz się z bólem,w końcu zobaczysz co chciał Ci powiedzieć i zaczniesz żyć.

    Nawet gdy nie dostaniesz wsparcia od bliskich weź się w garść i pomyśl czy robisz to dla nich czy dla siebie?

    Skup się na sobie. Nie na tym co myślą i oczekują inni. Naucz się zdrowego egoizmu i asertywności. I wcale nie oznacza to narcyzmu i snobizmu jak niektórym się wydaje.

    Pamiętaj że każda porażka czy upadek to kolejna nauka i doświadczenie. Nawet jak się potkniesz to wstawaj i idź dalej. Nawet najmniejszy krok i jakakolwiek zmiana jest lepsza od stania w miejscu.

    I nie kombinuj, nie myśl o przeszłości i nie staraj się być ideałem, bo takie problemy z tego się biorą.

    Najwięcej siły jest w tobie samej i tylko od ciebie tak naprawdę zależy czy wyzdrowiejesz czy nie.Pamiętaj że ból jest chwilowy,a duma ze zwycięstwa i przejęcie kontroli nad jedzeniem,życiem i sobą bezcenne.

    poniedziałek, 16 lutego 2015

    Zaburzenia odżywiania,kompulsy cz. I.


    O zaburzeniach odżywiania słyszy się coraz częściej. Wydawać by się mogło, że zaczęło to dotykać ludzi częściej niż grypa dlatego postanowiłam napisać co nieco na ten temat. Chciałam wszystko zamieścić w jednym poście,ale postanowiłam, że podzielę go na trzy części.

    W części pierwszej omówię pokrótce czym jest kompulsywność i w skrócie napisze swoją historię.

    W drugiej części opiszę możliwe przyczyny dlaczego występują kompulsy i jak sobie z nimi radzić.

    W części trzeciej pojawi się opis skutków jakie niosą ze sobą kompulsy oraz przydatne linki i materiały dotyczące tego problemu.

    Przekazuje Wam w tych wpisach moje własne doświadczenia ale i badania,obserwacje i analizę innych osób, które także zostały dotknięte tym schorzeniem oraz sposoby jakie sprawdzałam osobiście, ale i te które pomogły innym.

    Po kursie na Psychodietetyka miałam także kontakt z lekarzami oraz specjalistami zajmującymi się kompulsywnością i na tej podstawie także opierałam swoją widzę.Przy tym dalsza praca nad sobą owocuje ciągłym pogłębianiem tych wiadomości.



    Bulimia,anoreksja,ortoreksja,pica,to wszystko choroby, które odnoszą się do jedzenia.Jednak czy to głównie jedzenie jest problemem samym w sobie? Nie. Zaburzenia odżywiania są tylko objawem innych problemów a dokładniej psychiki,bo co wewnątrz to i na zewnątrz. Tu nie chodzi o głód fizyczny,a o głód emocjonalny.

    W tym wpisie nie będę poruszać wszystkich powyższych przypadłości a skupię się na kompulsywności inaczej ED (eating disorder) o reszcie możecie przeczytać m.in. tutaj.

     


    Czy to łakomstwo czy już kompulsy? Jak odróżnić:

    • "Napady objadania się to zaburzenie odżywiania charakteryzujące się spożywaniem dużych ilości jedzenia (najczęściej do uczucia bólu lub utraty przytomności),a zwykłe łakomstwo to to, że wiele ludzi okazjonalnie się przejada np. podczas przyjęć, urlopu, świąt. Należy odróżnić oba przypadki bo co innego napad jedzenia/kompuls na 4000kcal i więcej, aż do bólu, a co innego na skuszenie się na paczkę ciastek i miseczką fasolki, bo to jest jeszcze normalne i nazywa się zwykłym łakomstwem.


    • Ale u niektórych łakomstwo zdarza się zdecydowanie częściej i przekroczona zostaje niewidzialna granica. Wtedy napadowe objadanie staje się regularną czynnością skrywaną przed światem.Osoby cierpiące na BED często czują się zawstydzone i zażenowane swoim problemem i obiecują sobie, że skończą z obżarstwem. Jednak to zaburzenie kompulsywne jest chorobą i mimo świadomości o szkodliwości takiego zachowania, nie są w stanie się pohamować. Chociaż napadowe objadanie się to najczęstsze zaburzenie odżywiania, ciągle nie znaleziono idealnego sposobu leczenia. W takim wypadku warto skorzystać z terapii wspomagającej i wprowadzić zmiany w stylu życia."


    • Kompuslywność można odnieść do strefy nie tylko jedzenia,ale i alkoholu,narkotyków,seksu,zakupów,palenia czy nawet obgryzania paznokci. Jest to jeden proces który można nazwać nałogiem/nawykiem. Przez ponad rok badań i analiz stwierdzam, że wszystko co dotyczy powyższych rzeczy nie leży w skutku (jedzeniu,alkoholu,papierosach) lecz w psychice. Porównując leczenie alkoholików,narkomanów czy nawet zwykłą zmianę nawyku obgryzania paznokci zauważyłam, że wszystko można podpiąć pod jedną kartę i często leczenie w każdym z przypadków wymienionych wyżej polega na tym samym: pracy psychiki.

    • Tak samo jak bulimia i kompulsywność choć podobne to tym samym nie są.Kryteria diagnostyczne BED są bardzo podobne do bulimii, nie należy jednak tych dwóch zaburzeń ze sobą mylić. Przede wszystkim osoby z BED, w odróżnieniu od bulimików, nie stosują niebezpiecznych metod regulacji masy ciała takich jak wymioty czy nadużywanie środków przeczyszczających.Wyrzuty sumienia z powodu objadania się oraz chęć schudnięcia przyczyniają się do tego, że osoby z BED są skłonne do okresowego drastycznego ograniczania ilości spożywanego pożywienia lub nazbyt zwiększonej aktywności fizycznej.


    M.Bardadyn ''Nałóg jedzenia''




    To jak to było u mnie:

    Choć nie dopuszczałam myśli, że mogę być chora po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że mam problem z kompulsami. To był szok i cios dla mojego ego oraz mojego perfekcjonizmu. Szukałam przyczyn i sama nie wiem co mogło być tego powodem,bo wyszło tego zbyt wiele,ale zapewne po części każda z tych rzeczy się do tego przyczyniła. Początkowo myślałam, że to tylko dieta jest powodem,ale niestety głód fizyczny był jedynie włącznikiem do ukazania mi,że głębiej znajduje się głód emocjonalny,a także oprócz tego było to: 


    • pedantyzm,
    • perfekcjonizm,
    • wygórowane ambicje,
    • wysokie ego,
    • chęć dopasowania się do oczekiwań innych 
    • DDA (problem rodzin dysfunkcyjnych dokładniej o tym tu i tu),
    • samotność,
    • braki z dzieciństwa (fizycznie miałam rodziców, jednak uczuć nie było takich jakie potrzebowałam, ale zawsze w domu było jedzenie. I tym sobie uzupełniałam te braki. A ponieważ deficyty były duże, to i duże ilości jedzenia. Ten swój swoisty substytut miłości chciałam brać całymi garściami, bo mogło i to mi zostać odebrane,rekompensowałam sobie to czego nie miałam,a czasami chciałam mieć więcej przed strachem, żeby i tego mi nie odebrano i żeby mieć ''na zapas''. Co jest absurdalne zapadając na anoreksję, sama sobie to odebrałam. Później jak ktoś okazywał mi jakieś ciepłe uczucia, to zamiast się cieszyć z tej ilości, którą mam, ja chcciałam więcej i więcej. I ciągle mi było mało...)
    • z drugiej strony i mimo złych wspomnień pojawiały się też i te dobre i one powodowały chęć powrotu do dzieciństwa,połączenia mentalnego w trakcie napadu z jakąś z sytuacją z przeszłości za którą tęskniłam (np. jak był napad to myślałam o świętach,atmosferze jaką chciałam,pamiętałam, że jako dziecko jedzenie było ukojeniem na całe zło świata i przypominało, jak miło było, gdy na święta wspólny stół ''jednoczył'' rodzinę,naginając rzeczywistość, często też wybierałam produkty które kojarzyły mi się z przeszłością/dzieciństwem... Niestety napychanie się do bólu nie nadrobi tamtych lat...)
    • nuda,
    • utrata zainteresowania życiem,hobby i oznaki depresji gdzie nie cieszyło mnie nic prócz jedzenia,
    • pocieszenie i ulokowanie smutków,żalów i stresu w jedzeniu,
    • chęć doświadczania jedynie szczęścia,a unikania problemów,
    • uciekanie od rzeczywistości,bólu,krytyki,porażki,
    • strach przed odpowiedzialnością,
    • brak uznania i akceptacji tego jaka jestem,
    • branie wszystkiego na siebie,
    • obwinianie innych (''dobra chcesz to masz zabiję się dla/przez Ciebie''),
    • głodówki,
    • łakomstwo,złe nawyki żywieniowe z dzieciństwa (drastyczną dietą którą stosowałam nie nauczyłam się jak jeść dobrze,lecz jedynie jak schudnąć. Nie załatwiłam sprawy na poziomie emocjonalnym i działałam jedynie powierzchownie stąd mój problem powrócił o czym pisałam m.in. tutaj)


    Uciekałam przed wszystkim, przed rodziną,przeszłością, przyszłością,nieudanymi związkami,przed tym by nic nie czuć,przed odpowiedzialnością, uciekałam przed jedzeniem z jednego miejsca w drugie... żyłam łudząc się, że uda mi się znaleźć miejsce, w którym się odnajdę i zapomnę o jedzeniu nie mierząc się z tym problemem,a chowając go na dnie...

    Przeszłość miała tu kluczową rolę,choć długo upierałam się, że przecież już olałam co było, że pewnie wina leży w czymś innym to jednak doszłam do wniosku i zadałam sobie pytanie czy aby na pewno to nie przeszłość?


    Jedząc czułam pustkę,smutek, brak,a zarazem kontakt z tym co było kiedyś,z tymi dobrymi chwilami,zapominając jednocześnie o tych złych.
    Czułam się jak w klatce. Chciałam biec,ale stałam. 
    Chciałam się ratować,ale coś ciągnęło mnie w dół. 
    Krzyczałam niemym głosem,chciałam pomocy,ale ją odtrącałam.
    Czułam się jak błoto,czułam się słaba,starając się walczyć,upadałam za każdym razem,
    Bałam się, że to już mój koniec,ale... 

     
    Zamiast pogrążać się w fałszywej chwilowej radości nałogu zaczęłam z nim walczyć,a może raczej przestałam?
    Nie na siłę,spokojnie,rozsądnie,ze świadomością. 
    Siedząc z tym jedzeniem oko w oko,gdy już zaczynałam być bardziej świadoma zanim je zjadłam poczekałam i starałam się poczuć co się ze mną dzieje? 
    Co dane reakcje mi mówią? 
    Jakie uczucia mi towarzyszą
    Czy na pewno chcę jedzenia czy czegoś innego? 
    Stałam się obserwatorem,a nie tylko uczestnikiem.

    Dodatkowo dzięki książce ''Zachcianki pod kontrolą'', gdzie wytłumaczono jakie produkty odpowiadają za daną zachciankę doszłam do tego, co moje napady mi mówią jeśli chodzi o preferencje żywności np:gdy chciałam imprezować moja intuicja podpowiadała mi to obrazem wyjazdu do klubu z koleżanką lub wyjścia na imprezę,ale ja to olałam i później napadła mnie zachcianka na masło orzechowe,które zazwyczaj nadużywamy przy braku rozrywki w życiu.

    Tak samo jak chciałam powiedzieć mamie lub tacie co mnie wkurza,przytulić się do nich, lub powiedzieć im o moich lękach czy miłości,to nie zrobiłam tego, ze strachu. Olałam znak wysłany przez intuicje po czym nastała zachcianka i ''zapchanie'' tego niespełnionego uczucia.


    To wszystko to niektóre znaki, których nie umiałam wykorzystać w dobry sposób, zamiast dodawania sobie odwagi czy znieczuleniu i ukryciu pod nałogiem powinnam przyjrzeć się czym się zająć,dać temu wyjść na zewnątrz,lecz wtedy o tym nie wiedziałam...

    Ta część mnie (nazwana wilkiem),która jest zagubiona i szuka sposobu na rozładowanie stresu, nagromadzonych emocji itp wybrała objadanie się, teraz ja muszę go tego oduczyć. Wcześniej go ignorowałam, potem go nienawidziłam, walczyłam z nim... teraz spróbuje się z nim zapoznać i zaprzyjaźnić.
    Wilk strzela na mnie nieraz fochy, obraża się , gdy zamiast rzucić się na jedzenie to ja na spokojnie siadam i jem posiłek chyba z godzinę. Wcale a wcale mu się to nie spodobało, po zjedzeniu powiedziałam mu: "Widzisz Wilku? Tak się je, to jest właśnie delektowanie się i smakowanie jedzenia i w ten sposób będziemy jeść", spojrzał na mnie z wyrzutem i odwrócił się tyłkiem i walnął focha, ekhhh gorzej jak z dzieckiem,ale... jeśli dziecko się kocha i da mu się odpowiednią ilość czasu oraz uwagę to w końcu przekona się go do tego, czego chcemy go nauczyć. 

    Nie złością,lecz miłością.

    A więc uczę się słuchać intuicji i odczytywać obrazy, które daje.
    Słuchać swego serca i iść za nim.
    Świadomie obserwować myśli, emocje i reakcje.
    Wyrażać emocje i uczucia nie kryjąc ich w sobie. 
    Gdy nie będę nadal chować emocji,uciekać przed problemami, a zajmę się nimi nawet gdyby miało to boleć, to one same odejdą.
    Gdy chcę to płacze,krzyczę, rzucam tym jedzeniem i po tym nagle ta ochota na napad mija.  
    Bo daje upust tym emocjom zamiast chować je pod jedzeniem na dalsze lata.
    Nie czekam, bo prędzej czy później to powróci, ale w postaci zachcianki.
    Uczę się miłości i zrozumienia dla samej siebie.

    Wiem, że jedzenie nigdy nie zapełni pustki, którą muszę zapełnić miłością do samej siebie,Boga,zrozumieniem,akceptacją,wybaczeniem sobie i innym.

    Dlatego skupiam się na sobie i walce o siebie.


    Zdjęłam maski,wzięłam oddech i chcę teraz osiągnąć to, czego JA chce,nie to czego chcą inni. Nie skupiam się już na tym by opiekować się i naprawiać całe zło świata,nie skupiam się na tym, żeby dopasować się do ludzi,bo jeśli mnie kochają zaakceptują mnie i moje wybory,nie skupiam się już na tym by być opiekunką,pocieszycielką i zbawczynią całego świata. Teraz skupiam się na sobie. Gdy odrzucam chęć kontroli innych pojawia się miejsce na kontrolę nad sobą. To nie jest tak, że olewam wszystkich dookoła,nie.

    Po prostu zamiast tracić energie i czas na coś czego zmienić nie mogę skupiam się na tym co naprawdę ważne, czyli na sobie. 
    Bliscy wiedzą, że mogą na mnie liczyć i dam im tyle wsparcia ile mogę, ale już nie kosztem własnego zdrowia. Uczę się zdrowego egoizmu i czystej asertywności.

     

    I choć w pewnym momencie chciałam to rzucić z braku jakiejkolwiek poprawy,kombinowania,żalu,błądzenia, braku wsparcia,nie poddałam się.
    Teraz wiem, że było warto. 
    Wiem, że jedyną osobą jaka mogła mi pomóc to ja sama. 
    Moje myślenie zmieniło się diametralnie i chociaż nie wierzyłam już, że będzie dobrze to moje ciało,umysł i dusza zaczęły współpracować.
    Przejęłam kontrole nad własnym życiem. 
    Przejęłam stery,bo ciało,umysł i dusza może i są samolotem,ale to ja jestem pilotem. 


    Czasem opieprzałam się, że nie słucham siebie i daje upust zachciankom,ale zaraz brałam się w garść i przypominałam sobie cele, marzenia, o które walczę i to wzmacniało moja wole (niekoniecznie silną,ale wolną).

    Wpadki? Jasne że się zdarzają,ale teraz nie besztam się za nie. Potknęłam się? I co z tego? Nie myślę czy będzie dobrze czy źle (choć są momenty w których za bardzo wszystko analizuje i rozbijam na części pierwsze to coraz częściej staram się po prostu działać ).

    Teraz nie boje się upaść bo nauczyłam się wstawać:) A nawet jeśli nie wstanę od razu to chwilę sobie poleżę i pomyśle :D Trudno się mówi, upadłam,wyciągam wnioski,poprawiam,resztę zapominam i idę dalej, bo wiem czego chcę i o co walczę. Dostałam kolejną lekcję za, którą dziękuję. Postaram się być bardziej uważna i rozsądniejsza.

    Wiem, że drogą na skróty nie dojdę nigdzie i jestem przygotowana by walczyć rozsądniej o to czego pragnę. 


    I jakże pięknie było uświadomić sobie,że ta choroba nie była moim piętnem. 
    Ona była moim nauczycielem i wyzwoleniem.

     

    Co do ''diety'' to fakt,dużo próbowałam i sprawdzałam. Z jednej strony wiem, że to nic dobrego,ale z drugiej przekonałam się sama na sobie co mi służy, a co nie. Miałam dość tego, że ktoś mi mówił co jeść ,czego nie jeść, że to jest złe a tamto dobre. Jestem taką osobą, że musi na własnej skórze doświadczyć, żeby się nauczyć i wyciągnąć wnioski inaczej myślałabym, że może jednak to lub tamto mi służy i żyłabym w nieświadomości. Próbowałam weganizmu i wiem, że kompletnie mi nie podchodzi,wegetarianizm jeszcze ujdzie,ale na dłuższą metę bez mięsa nie umiem. Później przyszedł czas na Paleo, ale zbyt dużo tłuszczu sprawiało, że byłam zamulona jak po wysokich węglach i wiedziałam, że to nie to.

    Z tego całego zagubienia i zamotania dietami,treningiem i jeszcze życiem prywatnym rzuciłam wszystkim w cholerę i powiedziałam niech się dzieje co chcę.Byłam już tym za bardzo zmęczona. Zawiesiłam blog i ograniczyłam neta. Przestałam przede wszystkim walczyć ze sobą, bo do niczego dobrego nie szłam. Było mi smutno, że nie zrobię formy o jakiej marzyłam,ale wiedziałam też, że na wszystko przyjdzie czas,trzeba tylko dobrej strategii i spokoju.

    Postanowiłam, że nie będę teraz nic liczyć,spinać się i nawet treningi odstawiłam,a ciężko było wyjść z tej karuzeli ciągłego trenowania,czułam pustkę i chwilowo wyrzuty, że się lenię,ale wiem, że ciężko zapierdzielałam przez 4 lata więc teraz daje sobie na luz,przyjdzie czas,że będę na tyle silna, że wznowię trening siłowy.

    Wracając do kwestii z odżywianiem, to tak jak wyżej pisałam,nie liczę.
    Tak mi po prostu lepiej. 


    Przez 3 lata jadłam z kalkulatorem w ręku i to jest chore:/ Teraz poczułam jakbym się na nowo narodziła i miała całkowitą kontrolę nad tym co robię. Że jedzenie ani trening mną nie rządzą, a ja nimi.

    Nie umiem tego opisać ,ale mimo żalu, że muszę raczkować od początku to jaram się jak dziecko, bo coś się zmieniło we mnie i dobrze mi  z tym i teraz wiem, że nawet podobną strategie jaką miałam kiedyś teraz mogę wznowić,ale już z modyfikacjami, żeby nie zajechać się jak podczas pierwszego robienia formy. Wiem co robiłam źle ,wypisałam sobie błędy na kartce ,mam ją w pobliżu i teraz pójdę choć podobną to jednak nieco inną drogą.

    Nie analizuje już tyle. 

    Olewam co trzeba i czego nie mogę zmienić,zmieniam to co mogę i skupiam się na tym co trzeba i co ważne. 
    Po prostu żyje. 
    Bez bycia niewolnikiem diet.
    Robię to co kocham i kocham to co robię,bez presji i narzucania sobie czegokolwiek czego nie chcę :)

    ***********************************************************************************

    Chciałabym do mojej historii dołączyć kawałek tekstu znaleziony na stronie,gdzie pewna dziewczyna opisuje jej wrażenia po przeczytaniu książki dotyczącej kompulsywnego jedzenia oraz w skrócie mówi o swoich przejściach z chorobą:

    ''Mi też jest lepiej i łatwiej gdy widzę że nie ja jedyna mam taki problem. Zawsze czułam się inna gorsza, przez to nie lubiłam siebie, a to prowadziło mnie do McDonalda - bo po zjedzeniu tego było mi dobrze, błogo... ale tylko przez chwilę. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to właśnie to żarcie zrobiło ze mnie wrak kobiety ważący dużo za dużo.

    jak już się najadłam i przychodziło otrzeźwienie to było mi wstyd, nie tylko przez to jedzenie ale tą całą otoczkę, czyli: udawanie przy kasie że to co kupuje to nie tylko dla mnie, że niby dla znajomych itp, chowanie jedzenia do plecaka żeby nikt nie widział co kupiłam, kupowanie w rożnych miejscach bo jeszcze mnie ktoś rozpozna, jedzenie w samotności, zrobienie z tego swoistego rytuału, potem płacz, nienawiść do samej siebie. Cały czas te obrazy są żywe w mojej pamięci. Potem te wszystkie przykre sytuacje gdy ludzie komentowali moją wagę, mój wygląd, to znowu prowadziło mnie tam gdzie było mi dobrze, do tej skorupki samotności, gdzie byłam ja i McDonald, potem doszedł do tego burger king, KFC, pizza. Do tej pory jak sobie przypomnę ile byłam w stanie zjeść jednorazowo to mi wstyd, jadłam aż do momentu gdy zrobiło mi się nie dobrze, potem łyk coli, wdech wydech i jadłam dalej... ilości były przeogromne.


    Dzięki tej książce lepiej umiem opisać, nazwać swoje uczucia. Nauczyłam się je też w pewien sposób kontrolować. Za każdym razem, kiedy przechodzę obok KFC (a niestety przechodzę codziennie wracając z pracy) czuję, jak coś prawie fizycznie wdziera się do mojego mózgu, próbując go - ja wiem? - wyłączyć? przejąć kontrolę? Codziennie walczę z tym "smokiem". Autentycznie zatrzymuję się w miejscu, i pytam się w myślach - co da mi to, że pójdę i zjem tę kanapkę? Jaką będę miała z tego korzyść? Czy poczuję się lepiej? CZEMU chcę ją zjeść? czy naprawdę chcę? Pytam się - czy jestem smutna? czy czuję się samotna? Przeważnie niestety odpowiedź brzmi - tak, jestem smutna! Daj mi jeść! To jest pyszne! Poczuję się lepiej! Zapomnę o problemach! Bo mam niestety sporo problemów osobistych, o których na pewno kiedyś odważę się Wam napisać. Ale mówię sobie wtedy - żarcie cię nie pocieszy, nie przytuli. A tego właśnie potrzebuję. Nie rozwiąże problemów. Przypominam sobie, jak czułam się PO takim obżarstwie. Ostrzegam się - będziesz żałować, jak setki razy wcześniej. Wyobrażam sobie siebie jedzącą w ukryciu i pytam się - czy tak chcesz wyglądać? Tak się czuć jak wtedy? I jakoś mi "przechodzi". Próbuję przywołać w pamięci smak tego, co kusi. To paradoksalnie też pomaga. Otrzeźwia. I idę dalej, do domu, zwycięsko.''


    ''Znajdź tego ''potworka'' nadaj mu imię i poznaj go. Proponuje z nim zaprzyjaźnić, bo on wbrew pozorom nie jest naszym wrogiem, tylko przyjacielem...Paradoksalnie, jest po to by nas chronić. Jak go będziemy w zdrowy sposób respektować,słuchać co do Nas mówi poprzez napady (te do tej pory niezaspokojone potrzeby),kiedy zamiast walki i oporu spojrzymy ze zrozumieniem i miłością to przestanie się on o nie upominać w tak bestialsko brutalny sposób. To nie znaczy że masz mu ulegać,ale porozmawiaj jak przyjacielem,by dowiedzieć się co Ci przekazuje.

    Słuchajmy swojego wnętrza, bo tam, gdzie teraz jest chaotyczna kakofonia, kiedyś będzie grała piękna muzyka...tam leży klucz do naszego szczęścia.''



    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...