poniedziałek, 16 lutego 2015

Zaburzenia odżywiania,kompulsy cz. I.


O zaburzeniach odżywiania słyszy się coraz częściej. Wydawać by się mogło, że zaczęło to dotykać ludzi częściej niż grypa dlatego postanowiłam napisać co nieco na ten temat. Chciałam wszystko zamieścić w jednym poście,ale postanowiłam, że podzielę go na trzy części.

W części pierwszej omówię pokrótce czym jest kompulsywność i w skrócie napisze swoją historię.

W drugiej części opiszę możliwe przyczyny dlaczego występują kompulsy i jak sobie z nimi radzić.

W części trzeciej pojawi się opis skutków jakie niosą ze sobą kompulsy oraz przydatne linki i materiały dotyczące tego problemu.

Przekazuje Wam w tych wpisach moje własne doświadczenia ale i badania,obserwacje i analizę innych osób, które także zostały dotknięte tym schorzeniem oraz sposoby jakie sprawdzałam osobiście, ale i te które pomogły innym.

Po kursie na Psychodietetyka miałam także kontakt z lekarzami oraz specjalistami zajmującymi się kompulsywnością i na tej podstawie także opierałam swoją widzę.Przy tym dalsza praca nad sobą owocuje ciągłym pogłębianiem tych wiadomości.



Bulimia,anoreksja,ortoreksja,pica,to wszystko choroby, które odnoszą się do jedzenia.Jednak czy to głównie jedzenie jest problemem samym w sobie? Nie. Zaburzenia odżywiania są tylko objawem innych problemów a dokładniej psychiki,bo co wewnątrz to i na zewnątrz. Tu nie chodzi o głód fizyczny,a o głód emocjonalny.

W tym wpisie nie będę poruszać wszystkich powyższych przypadłości a skupię się na kompulsywności inaczej ED (eating disorder) o reszcie możecie przeczytać m.in. tutaj.

 


Czy to łakomstwo czy już kompulsy? Jak odróżnić:

  • "Napady objadania się to zaburzenie odżywiania charakteryzujące się spożywaniem dużych ilości jedzenia (najczęściej do uczucia bólu lub utraty przytomności),a zwykłe łakomstwo to to, że wiele ludzi okazjonalnie się przejada np. podczas przyjęć, urlopu, świąt. Należy odróżnić oba przypadki bo co innego napad jedzenia/kompuls na 4000kcal i więcej, aż do bólu, a co innego na skuszenie się na paczkę ciastek i miseczką fasolki, bo to jest jeszcze normalne i nazywa się zwykłym łakomstwem.


  • Ale u niektórych łakomstwo zdarza się zdecydowanie częściej i przekroczona zostaje niewidzialna granica. Wtedy napadowe objadanie staje się regularną czynnością skrywaną przed światem.Osoby cierpiące na BED często czują się zawstydzone i zażenowane swoim problemem i obiecują sobie, że skończą z obżarstwem. Jednak to zaburzenie kompulsywne jest chorobą i mimo świadomości o szkodliwości takiego zachowania, nie są w stanie się pohamować. Chociaż napadowe objadanie się to najczęstsze zaburzenie odżywiania, ciągle nie znaleziono idealnego sposobu leczenia. W takim wypadku warto skorzystać z terapii wspomagającej i wprowadzić zmiany w stylu życia."


  • Kompuslywność można odnieść do strefy nie tylko jedzenia,ale i alkoholu,narkotyków,seksu,zakupów,palenia czy nawet obgryzania paznokci. Jest to jeden proces który można nazwać nałogiem/nawykiem. Przez ponad rok badań i analiz stwierdzam, że wszystko co dotyczy powyższych rzeczy nie leży w skutku (jedzeniu,alkoholu,papierosach) lecz w psychice. Porównując leczenie alkoholików,narkomanów czy nawet zwykłą zmianę nawyku obgryzania paznokci zauważyłam, że wszystko można podpiąć pod jedną kartę i często leczenie w każdym z przypadków wymienionych wyżej polega na tym samym: pracy psychiki.

  • Tak samo jak bulimia i kompulsywność choć podobne to tym samym nie są.Kryteria diagnostyczne BED są bardzo podobne do bulimii, nie należy jednak tych dwóch zaburzeń ze sobą mylić. Przede wszystkim osoby z BED, w odróżnieniu od bulimików, nie stosują niebezpiecznych metod regulacji masy ciała takich jak wymioty czy nadużywanie środków przeczyszczających.Wyrzuty sumienia z powodu objadania się oraz chęć schudnięcia przyczyniają się do tego, że osoby z BED są skłonne do okresowego drastycznego ograniczania ilości spożywanego pożywienia lub nazbyt zwiększonej aktywności fizycznej.


M.Bardadyn ''Nałóg jedzenia''




To jak to było u mnie:

Choć nie dopuszczałam myśli, że mogę być chora po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że mam problem z kompulsami. To był szok i cios dla mojego ego oraz mojego perfekcjonizmu. Szukałam przyczyn i sama nie wiem co mogło być tego powodem,bo wyszło tego zbyt wiele,ale zapewne po części każda z tych rzeczy się do tego przyczyniła. Początkowo myślałam, że to tylko dieta jest powodem,ale niestety głód fizyczny był jedynie włącznikiem do ukazania mi,że głębiej znajduje się głód emocjonalny,a także oprócz tego było to: 


  • pedantyzm,
  • perfekcjonizm,
  • wygórowane ambicje,
  • wysokie ego,
  • chęć dopasowania się do oczekiwań innych 
  • DDA (problem rodzin dysfunkcyjnych dokładniej o tym tu i tu),
  • samotność,
  • braki z dzieciństwa (fizycznie miałam rodziców, jednak uczuć nie było takich jakie potrzebowałam, ale zawsze w domu było jedzenie. I tym sobie uzupełniałam te braki. A ponieważ deficyty były duże, to i duże ilości jedzenia. Ten swój swoisty substytut miłości chciałam brać całymi garściami, bo mogło i to mi zostać odebrane,rekompensowałam sobie to czego nie miałam,a czasami chciałam mieć więcej przed strachem, żeby i tego mi nie odebrano i żeby mieć ''na zapas''. Co jest absurdalne zapadając na anoreksję, sama sobie to odebrałam. Później jak ktoś okazywał mi jakieś ciepłe uczucia, to zamiast się cieszyć z tej ilości, którą mam, ja chcciałam więcej i więcej. I ciągle mi było mało...)
  • z drugiej strony i mimo złych wspomnień pojawiały się też i te dobre i one powodowały chęć powrotu do dzieciństwa,połączenia mentalnego w trakcie napadu z jakąś z sytuacją z przeszłości za którą tęskniłam (np. jak był napad to myślałam o świętach,atmosferze jaką chciałam,pamiętałam, że jako dziecko jedzenie było ukojeniem na całe zło świata i przypominało, jak miło było, gdy na święta wspólny stół ''jednoczył'' rodzinę,naginając rzeczywistość, często też wybierałam produkty które kojarzyły mi się z przeszłością/dzieciństwem... Niestety napychanie się do bólu nie nadrobi tamtych lat...)
  • nuda,
  • utrata zainteresowania życiem,hobby i oznaki depresji gdzie nie cieszyło mnie nic prócz jedzenia,
  • pocieszenie i ulokowanie smutków,żalów i stresu w jedzeniu,
  • chęć doświadczania jedynie szczęścia,a unikania problemów,
  • uciekanie od rzeczywistości,bólu,krytyki,porażki,
  • strach przed odpowiedzialnością,
  • brak uznania i akceptacji tego jaka jestem,
  • branie wszystkiego na siebie,
  • obwinianie innych (''dobra chcesz to masz zabiję się dla/przez Ciebie''),
  • głodówki,
  • łakomstwo,złe nawyki żywieniowe z dzieciństwa (drastyczną dietą którą stosowałam nie nauczyłam się jak jeść dobrze,lecz jedynie jak schudnąć. Nie załatwiłam sprawy na poziomie emocjonalnym i działałam jedynie powierzchownie stąd mój problem powrócił o czym pisałam m.in. tutaj)


Uciekałam przed wszystkim, przed rodziną,przeszłością, przyszłością,nieudanymi związkami,przed tym by nic nie czuć,przed odpowiedzialnością, uciekałam przed jedzeniem z jednego miejsca w drugie... żyłam łudząc się, że uda mi się znaleźć miejsce, w którym się odnajdę i zapomnę o jedzeniu nie mierząc się z tym problemem,a chowając go na dnie...

Przeszłość miała tu kluczową rolę,choć długo upierałam się, że przecież już olałam co było, że pewnie wina leży w czymś innym to jednak doszłam do wniosku i zadałam sobie pytanie czy aby na pewno to nie przeszłość?


Jedząc czułam pustkę,smutek, brak,a zarazem kontakt z tym co było kiedyś,z tymi dobrymi chwilami,zapominając jednocześnie o tych złych.
Czułam się jak w klatce. Chciałam biec,ale stałam. 
Chciałam się ratować,ale coś ciągnęło mnie w dół. 
Krzyczałam niemym głosem,chciałam pomocy,ale ją odtrącałam.
Czułam się jak błoto,czułam się słaba,starając się walczyć,upadałam za każdym razem,
Bałam się, że to już mój koniec,ale... 

 
Zamiast pogrążać się w fałszywej chwilowej radości nałogu zaczęłam z nim walczyć,a może raczej przestałam?
Nie na siłę,spokojnie,rozsądnie,ze świadomością. 
Siedząc z tym jedzeniem oko w oko,gdy już zaczynałam być bardziej świadoma zanim je zjadłam poczekałam i starałam się poczuć co się ze mną dzieje? 
Co dane reakcje mi mówią? 
Jakie uczucia mi towarzyszą
Czy na pewno chcę jedzenia czy czegoś innego? 
Stałam się obserwatorem,a nie tylko uczestnikiem.

Dodatkowo dzięki książce ''Zachcianki pod kontrolą'', gdzie wytłumaczono jakie produkty odpowiadają za daną zachciankę doszłam do tego, co moje napady mi mówią jeśli chodzi o preferencje żywności np:gdy chciałam imprezować moja intuicja podpowiadała mi to obrazem wyjazdu do klubu z koleżanką lub wyjścia na imprezę,ale ja to olałam i później napadła mnie zachcianka na masło orzechowe,które zazwyczaj nadużywamy przy braku rozrywki w życiu.

Tak samo jak chciałam powiedzieć mamie lub tacie co mnie wkurza,przytulić się do nich, lub powiedzieć im o moich lękach czy miłości,to nie zrobiłam tego, ze strachu. Olałam znak wysłany przez intuicje po czym nastała zachcianka i ''zapchanie'' tego niespełnionego uczucia.


To wszystko to niektóre znaki, których nie umiałam wykorzystać w dobry sposób, zamiast dodawania sobie odwagi czy znieczuleniu i ukryciu pod nałogiem powinnam przyjrzeć się czym się zająć,dać temu wyjść na zewnątrz,lecz wtedy o tym nie wiedziałam...

Ta część mnie (nazwana wilkiem),która jest zagubiona i szuka sposobu na rozładowanie stresu, nagromadzonych emocji itp wybrała objadanie się, teraz ja muszę go tego oduczyć. Wcześniej go ignorowałam, potem go nienawidziłam, walczyłam z nim... teraz spróbuje się z nim zapoznać i zaprzyjaźnić.
Wilk strzela na mnie nieraz fochy, obraża się , gdy zamiast rzucić się na jedzenie to ja na spokojnie siadam i jem posiłek chyba z godzinę. Wcale a wcale mu się to nie spodobało, po zjedzeniu powiedziałam mu: "Widzisz Wilku? Tak się je, to jest właśnie delektowanie się i smakowanie jedzenia i w ten sposób będziemy jeść", spojrzał na mnie z wyrzutem i odwrócił się tyłkiem i walnął focha, ekhhh gorzej jak z dzieckiem,ale... jeśli dziecko się kocha i da mu się odpowiednią ilość czasu oraz uwagę to w końcu przekona się go do tego, czego chcemy go nauczyć. 

Nie złością,lecz miłością.

A więc uczę się słuchać intuicji i odczytywać obrazy, które daje.
Słuchać swego serca i iść za nim.
Świadomie obserwować myśli, emocje i reakcje.
Wyrażać emocje i uczucia nie kryjąc ich w sobie. 
Gdy nie będę nadal chować emocji,uciekać przed problemami, a zajmę się nimi nawet gdyby miało to boleć, to one same odejdą.
Gdy chcę to płacze,krzyczę, rzucam tym jedzeniem i po tym nagle ta ochota na napad mija.  
Bo daje upust tym emocjom zamiast chować je pod jedzeniem na dalsze lata.
Nie czekam, bo prędzej czy później to powróci, ale w postaci zachcianki.
Uczę się miłości i zrozumienia dla samej siebie.

Wiem, że jedzenie nigdy nie zapełni pustki, którą muszę zapełnić miłością do samej siebie,Boga,zrozumieniem,akceptacją,wybaczeniem sobie i innym.

Dlatego skupiam się na sobie i walce o siebie.


Zdjęłam maski,wzięłam oddech i chcę teraz osiągnąć to, czego JA chce,nie to czego chcą inni. Nie skupiam się już na tym by opiekować się i naprawiać całe zło świata,nie skupiam się na tym, żeby dopasować się do ludzi,bo jeśli mnie kochają zaakceptują mnie i moje wybory,nie skupiam się już na tym by być opiekunką,pocieszycielką i zbawczynią całego świata. Teraz skupiam się na sobie. Gdy odrzucam chęć kontroli innych pojawia się miejsce na kontrolę nad sobą. To nie jest tak, że olewam wszystkich dookoła,nie.

Po prostu zamiast tracić energie i czas na coś czego zmienić nie mogę skupiam się na tym co naprawdę ważne, czyli na sobie. 
Bliscy wiedzą, że mogą na mnie liczyć i dam im tyle wsparcia ile mogę, ale już nie kosztem własnego zdrowia. Uczę się zdrowego egoizmu i czystej asertywności.

 

I choć w pewnym momencie chciałam to rzucić z braku jakiejkolwiek poprawy,kombinowania,żalu,błądzenia, braku wsparcia,nie poddałam się.
Teraz wiem, że było warto. 
Wiem, że jedyną osobą jaka mogła mi pomóc to ja sama. 
Moje myślenie zmieniło się diametralnie i chociaż nie wierzyłam już, że będzie dobrze to moje ciało,umysł i dusza zaczęły współpracować.
Przejęłam kontrole nad własnym życiem. 
Przejęłam stery,bo ciało,umysł i dusza może i są samolotem,ale to ja jestem pilotem. 


Czasem opieprzałam się, że nie słucham siebie i daje upust zachciankom,ale zaraz brałam się w garść i przypominałam sobie cele, marzenia, o które walczę i to wzmacniało moja wole (niekoniecznie silną,ale wolną).

Wpadki? Jasne że się zdarzają,ale teraz nie besztam się za nie. Potknęłam się? I co z tego? Nie myślę czy będzie dobrze czy źle (choć są momenty w których za bardzo wszystko analizuje i rozbijam na części pierwsze to coraz częściej staram się po prostu działać ).

Teraz nie boje się upaść bo nauczyłam się wstawać:) A nawet jeśli nie wstanę od razu to chwilę sobie poleżę i pomyśle :D Trudno się mówi, upadłam,wyciągam wnioski,poprawiam,resztę zapominam i idę dalej, bo wiem czego chcę i o co walczę. Dostałam kolejną lekcję za, którą dziękuję. Postaram się być bardziej uważna i rozsądniejsza.

Wiem, że drogą na skróty nie dojdę nigdzie i jestem przygotowana by walczyć rozsądniej o to czego pragnę. 


I jakże pięknie było uświadomić sobie,że ta choroba nie była moim piętnem. 
Ona była moim nauczycielem i wyzwoleniem.

 

Co do ''diety'' to fakt,dużo próbowałam i sprawdzałam. Z jednej strony wiem, że to nic dobrego,ale z drugiej przekonałam się sama na sobie co mi służy, a co nie. Miałam dość tego, że ktoś mi mówił co jeść ,czego nie jeść, że to jest złe a tamto dobre. Jestem taką osobą, że musi na własnej skórze doświadczyć, żeby się nauczyć i wyciągnąć wnioski inaczej myślałabym, że może jednak to lub tamto mi służy i żyłabym w nieświadomości. Próbowałam weganizmu i wiem, że kompletnie mi nie podchodzi,wegetarianizm jeszcze ujdzie,ale na dłuższą metę bez mięsa nie umiem. Później przyszedł czas na Paleo, ale zbyt dużo tłuszczu sprawiało, że byłam zamulona jak po wysokich węglach i wiedziałam, że to nie to.

Z tego całego zagubienia i zamotania dietami,treningiem i jeszcze życiem prywatnym rzuciłam wszystkim w cholerę i powiedziałam niech się dzieje co chcę.Byłam już tym za bardzo zmęczona. Zawiesiłam blog i ograniczyłam neta. Przestałam przede wszystkim walczyć ze sobą, bo do niczego dobrego nie szłam. Było mi smutno, że nie zrobię formy o jakiej marzyłam,ale wiedziałam też, że na wszystko przyjdzie czas,trzeba tylko dobrej strategii i spokoju.

Postanowiłam, że nie będę teraz nic liczyć,spinać się i nawet treningi odstawiłam,a ciężko było wyjść z tej karuzeli ciągłego trenowania,czułam pustkę i chwilowo wyrzuty, że się lenię,ale wiem, że ciężko zapierdzielałam przez 4 lata więc teraz daje sobie na luz,przyjdzie czas,że będę na tyle silna, że wznowię trening siłowy.

Wracając do kwestii z odżywianiem, to tak jak wyżej pisałam,nie liczę.
Tak mi po prostu lepiej. 


Przez 3 lata jadłam z kalkulatorem w ręku i to jest chore:/ Teraz poczułam jakbym się na nowo narodziła i miała całkowitą kontrolę nad tym co robię. Że jedzenie ani trening mną nie rządzą, a ja nimi.

Nie umiem tego opisać ,ale mimo żalu, że muszę raczkować od początku to jaram się jak dziecko, bo coś się zmieniło we mnie i dobrze mi  z tym i teraz wiem, że nawet podobną strategie jaką miałam kiedyś teraz mogę wznowić,ale już z modyfikacjami, żeby nie zajechać się jak podczas pierwszego robienia formy. Wiem co robiłam źle ,wypisałam sobie błędy na kartce ,mam ją w pobliżu i teraz pójdę choć podobną to jednak nieco inną drogą.

Nie analizuje już tyle. 

Olewam co trzeba i czego nie mogę zmienić,zmieniam to co mogę i skupiam się na tym co trzeba i co ważne. 
Po prostu żyje. 
Bez bycia niewolnikiem diet.
Robię to co kocham i kocham to co robię,bez presji i narzucania sobie czegokolwiek czego nie chcę :)

***********************************************************************************

Chciałabym do mojej historii dołączyć kawałek tekstu znaleziony na stronie,gdzie pewna dziewczyna opisuje jej wrażenia po przeczytaniu książki dotyczącej kompulsywnego jedzenia oraz w skrócie mówi o swoich przejściach z chorobą:

''Mi też jest lepiej i łatwiej gdy widzę że nie ja jedyna mam taki problem. Zawsze czułam się inna gorsza, przez to nie lubiłam siebie, a to prowadziło mnie do McDonalda - bo po zjedzeniu tego było mi dobrze, błogo... ale tylko przez chwilę. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to właśnie to żarcie zrobiło ze mnie wrak kobiety ważący dużo za dużo.

jak już się najadłam i przychodziło otrzeźwienie to było mi wstyd, nie tylko przez to jedzenie ale tą całą otoczkę, czyli: udawanie przy kasie że to co kupuje to nie tylko dla mnie, że niby dla znajomych itp, chowanie jedzenia do plecaka żeby nikt nie widział co kupiłam, kupowanie w rożnych miejscach bo jeszcze mnie ktoś rozpozna, jedzenie w samotności, zrobienie z tego swoistego rytuału, potem płacz, nienawiść do samej siebie. Cały czas te obrazy są żywe w mojej pamięci. Potem te wszystkie przykre sytuacje gdy ludzie komentowali moją wagę, mój wygląd, to znowu prowadziło mnie tam gdzie było mi dobrze, do tej skorupki samotności, gdzie byłam ja i McDonald, potem doszedł do tego burger king, KFC, pizza. Do tej pory jak sobie przypomnę ile byłam w stanie zjeść jednorazowo to mi wstyd, jadłam aż do momentu gdy zrobiło mi się nie dobrze, potem łyk coli, wdech wydech i jadłam dalej... ilości były przeogromne.


Dzięki tej książce lepiej umiem opisać, nazwać swoje uczucia. Nauczyłam się je też w pewien sposób kontrolować. Za każdym razem, kiedy przechodzę obok KFC (a niestety przechodzę codziennie wracając z pracy) czuję, jak coś prawie fizycznie wdziera się do mojego mózgu, próbując go - ja wiem? - wyłączyć? przejąć kontrolę? Codziennie walczę z tym "smokiem". Autentycznie zatrzymuję się w miejscu, i pytam się w myślach - co da mi to, że pójdę i zjem tę kanapkę? Jaką będę miała z tego korzyść? Czy poczuję się lepiej? CZEMU chcę ją zjeść? czy naprawdę chcę? Pytam się - czy jestem smutna? czy czuję się samotna? Przeważnie niestety odpowiedź brzmi - tak, jestem smutna! Daj mi jeść! To jest pyszne! Poczuję się lepiej! Zapomnę o problemach! Bo mam niestety sporo problemów osobistych, o których na pewno kiedyś odważę się Wam napisać. Ale mówię sobie wtedy - żarcie cię nie pocieszy, nie przytuli. A tego właśnie potrzebuję. Nie rozwiąże problemów. Przypominam sobie, jak czułam się PO takim obżarstwie. Ostrzegam się - będziesz żałować, jak setki razy wcześniej. Wyobrażam sobie siebie jedzącą w ukryciu i pytam się - czy tak chcesz wyglądać? Tak się czuć jak wtedy? I jakoś mi "przechodzi". Próbuję przywołać w pamięci smak tego, co kusi. To paradoksalnie też pomaga. Otrzeźwia. I idę dalej, do domu, zwycięsko.''


''Znajdź tego ''potworka'' nadaj mu imię i poznaj go. Proponuje z nim zaprzyjaźnić, bo on wbrew pozorom nie jest naszym wrogiem, tylko przyjacielem...Paradoksalnie, jest po to by nas chronić. Jak go będziemy w zdrowy sposób respektować,słuchać co do Nas mówi poprzez napady (te do tej pory niezaspokojone potrzeby),kiedy zamiast walki i oporu spojrzymy ze zrozumieniem i miłością to przestanie się on o nie upominać w tak bestialsko brutalny sposób. To nie znaczy że masz mu ulegać,ale porozmawiaj jak przyjacielem,by dowiedzieć się co Ci przekazuje.

Słuchajmy swojego wnętrza, bo tam, gdzie teraz jest chaotyczna kakofonia, kiedyś będzie grała piękna muzyka...tam leży klucz do naszego szczęścia.''



28 komentarzy:

  1. Każda zmiana zaczyna się od świadomości. Mogłabym napisać: "trzymam kciuki", ale już nie muszę bo świetnie sobie radzisz, a zdrowy egoizm jest Twoja przyjaciółka, Moja jest ze mną cały czas ;-)
    Każdy się potyka w życiu- to normalne, a dążenie do perfekcjonizmu jest takie nudne. Nie ma ludzi idealny i nigdy nie będzie- w tym tkwi całe piękno tego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak mówiłaś o tym zdrowym egoizmie a ja nie wiedziałam o co Ci chodzi:D Widzisz nikt ani nic nie jest wstanie przetłumaczyć czegoś do czego musimy dojść sami:)

      Usuń
    2. Zgadza się, tak się cieszę że wróciłaś- odmieniona i trochę inna niż byłaś, bardziej szczera, świadoma i pewna siebie. Podobasz mi się jeszcze bardziej!!

      Usuń
  2. Mądre słowa, ale jak zabrać sie za siebie? Ja jestem na etapie objadania się i nie potrafię sobie pomóc niestety. najgorsze jest to, że jestem świadoma, że robię źle, ale nie potrafię tego zmienić :/ Z niecierpliwością czekam na dalsze części. Gratuluję walki :) pozdrawiam.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że następne części chociaż trochę nakierują Cię na to co robić,ale co mogę teraz napisać to to że nie oczekuj że ktoś da Ci receptę która wyciągnie Cię z tego. Tutaj najważniejsze to to aby wziąć odpowiedzialność za siebie i własną wolą pracować nad tym byś to Ty przejęła władze nad nałogiem a nie nałóg nad Tobą.

      Usuń
    2. Najgorsze jest to że mam świadomość, że robię sobie źle i zaraz potem jestem nieszczęśliwa. Wytrzymam dwa dni a potem znowu dostaję jakiegoś napadu obżarstwa. Tak jakbym wyłączyła myślenie. Ale walczę, wiem, że nie mogę się poddać!
      Kasia

      Usuń
    3. To może nie myśl w ten sposób że robisz źle bo sama się nakręcasz i tworzy się błędne koło. Zaakceptuj że masz taki problem,ale nie obwiniaj się jeśli zdarzy się ''wpadka''. Przed taki napadem zanim rzucisz się na jedzenie zastanów się co czujesz w środku? Jakie emocje masz w sobie? Spróbuj je wyrzucić na zewnątrz (może okazać się że to najgorsze brudy przeszłości które zaśmiecają Twoją duszę i głowe) bo jeśli będziesz nadal chować je pod jedzeniem to one nie miną. Nie będę Ci mówić że będzie łatwo. Musisz poczuć ból skrywany od lat by przez niego przejść. Jeśli raz się opanujesz to już zwycięstwo,mały krok,ale jeśli następnym razem ulegniesz to nie obwiniaj się i nie zatracaj w tym ''o jej jak źle zrobiłam,nie wyjdę z tego'' . Wyciągnij lekcje i rób dalej swoje.

      Usuń
    4. Dziękuje za te słowa, na pewno tak zrobię. Nawet nie wiesz ile znaczy to że ktoś ze mną porozmawiał (popisał) i wie co czuję i że to dla mnie faktyczny problem.
      Jeszcze raz dziękuję :)

      Usuń
    5. Właśnie rozmowa i analiza dotychczasowego życia jest pomocna w wyjściu z zaburzeń. Czy chodzisz do psychologa/terapeuty? Ja wiem że to może wydawać się banałem bo sama się przed tym broniłam,ale pomoc takiego specjalisty jest kluczowa i może okazać się naprawdę pomocna.

      Usuń
    6. Niestety nie. Próbowałam rozmawiać z bliską mi osobą, ale ona nie widzi w tym problemu. Ja długi czas też tak sobie wmawiałam, teraz widzę że mam problem, ale ciągle sobie powtarzam, że sama dam radę.

      Usuń
  3. Cieszę się, że u Ciebie już lepiej. Ja nie miałam problemów z kompulsywnym objadaniem się, ale włączyłaś mi czerwoną lampkę wspominając o obgryzaniu paznokci. Mam tygodnie gdy bardzo o nie dbam i nie tykam, a potem nagle trach, i zaczynam się nad nimi znęcać. Nie wiem czy to to, ale muszę przemyśleć sprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz tutaj kluczem jest to aby znaleźć przyczynę/zapalnik tego co powoduje to obgryzanie paznokci? Spróbuj przed kolejną próbą ich obgryzania popatrzeć na dłonie i zobaczyć dlaczego chcesz to zrobić? Po co? Co Ci to daje? Czy możesz zrobić coś innego co da Ci to samo uczucie co obgryzanie paznokci?

      Usuń
  4. Kochana, wiadomo, że każdy upada w życiu. Nieważne jednak jak to robisz, ważne w jaki sposób wstajesz.
    Cieszę się, że Twoje życie powraca do normy, przeogromnie się cieszę, bo mogę sobie wyobrazić co czułaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A widzisz, pamiętam jak pisałam Ci, że koniec końców pomożesz sobie sama. Bo kto zna lepiej Twoją duszę i ciało niż właśnie Ty?
    Tak poza tym to ja ostatnio natknęłam się pewną niezwykle wartościową i inspirującą treść, wszystko wyryło mi się w pamięci po jednym przeczytaniu... oprócz źródła i autora. Myślę, że to dodałoby Ci jeszcze więcej siły. Ogólnie było to o sztuce wybaczania sobie. Tak w skrócie chodzi o to, żeby wybaczyć sobie wszystkie negatywne doświadczenia, wszystkie błędy, które popełniliśmy i które nawet nieświadomie się za nami ciągną. I chodzi tak calościowo, a nie o ED. Kurczę, jak odnajdę gdzieś oryginał to na pewno Ci podeślę, bo myślę, że byłoby to dla Ciebie przydatne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam,pamiętam,ale jeśli człowiek nieświadomy i zagubiony to tworzy wokół siebie mur który tylko on sam może zburzyć.

      Właśnie to jeden ze sposobów który pojawi się w poście o sposobach na wyjście z ED.

      Niedawno przerabiałam sztukę wybaczanie sobie ale i innym tego co stało się w przeszłości. Aby nie próbować tego usunąć czy schować,a zaakceptować i po prostu wybaczyć,a wtedy to samowolnie odejdzie. To rzecz która faktycznie przydaje się nie tylko przy ED.

      I byłabym bardzo wdzięczna za link jeśli znajdziesz ten artykuł,jestem bardzo ciekawa jego treści:)

      Usuń
  6. wspaniały wpis, jak zawsze można się bardzo wiele dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w pewnym momencie swojego życia zastanawiałam się czy nie mam tego problemu, ale u mnie objadanie się raczej nie miało nic wspólnego z emocjami

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem przegrana, bo nie potrafię sobie z tym poradzić:/ Przez jakieś 1,5 miesiąca było dobrze, a teraz wróciło i trwa już 4 dzień. Dłużej tak nie mogę... Próbowałam się zastanowić co wywołuje ten stan, tą chęć objadania się, ale nie mam zielonego pojęcia. Wiem też, że jak sama sobie nie pomogę, to nikt za mnie tego nie zrobi... Wam na pewno się uda. Wierzę w to głęboko:D Trzymam kciuki:)
    Przegrana (jak na razie...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porażka nie czyni Cię przegraną.
      Czyni za to poddawanie się, godzenie się z nią i odmowa ponownego próbowania.

      Nie jesteś przegraną! Nigdy tak o sobie nie myśl! NIGDY!

      Usuń
    2. Bardzo Ci dziękuję za miłe i budujące słowa! Twoje wsparcie było mi potrzebne...
      Teraz wiem, że muszę o siebie zawalczyć i nie poddawać się! Od jutra zaczynam moją nową drogę i nie mogę się już doczekać pozytywnych efektów...
      Naprawdę jestem Ci niezmiernie wdzięczna za wszystko:) DZIĘKUJĘ:)

      Usuń
  9. U mnie nie ma problemu z objadaniem się, a wręcz z niedojadadniem. Potrafiłam przyjmować 1100 kcal dziennie.. I przez to skończyłam jak skończyłam! Trzymaj się i stay fit!

    OdpowiedzUsuń
  10. "A więc u mnie złożyło się na to wiele rzeczy m.in. że od dzieciństwa byłam pedantką,ciągle chciałam pokonywać siebie i pokazywać ze nie jestem taka zła za jaka mnie uważano. Chciałam przekraczać granice których czasem nie warto przekraczać." - jakbym czytała o sobie :) z resztą rozmawiałyśmy o tym :) ale u mnie objawiało się to inaczej niż poprzez jakieś zaburzenia odżywiania, jednak ostatnio radzę sobie z tym znacznie lepiej, wrzuciłam na luz w kilku kwestiach i czuję się znacznie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. najtrudniej pokonać potwory we własnej głowie..

    OdpowiedzUsuń
  12. Problemy z odżywianiem to nie tylko sprawa dla dietetyka. Tu często niezbędny jest tez psycholog. Uważam, że bez odpowiedniej terapii i właściwego podejścia nie można mówić o poprawie zdrowia osoby cierpiącej na problemy z odżywianiem. Polecam artykuł na ten temat http://www.znanylekarz.pl/blog/zaburzenia-odzywiania-jak-monitorowac-odzywianie/

    OdpowiedzUsuń
  13. Te problemy były mi takie bliskie. Były.
    Bo da sie wyjść!
    :)

    http://moitemuais.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Bulimiczka.pl oferuje wspaniałą terapię online, którą stosuję od kilku tygodni! Czuję się znacznie lepiej, walczę każdego dnia i wiem, że będę zdrowa!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)

Wszelkie opinie są bardzo pomocne w prowadzeniu bloga :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...