niedziela, 22 marca 2015

Chcesz szczęścia? Prosze bardzo oto recepta.


Jak często ludzie chcą być po prostu szczęśliwi? Gnają za tym i próbują złapać to szczęście i zatrzymać,ale czy zastanawiałeś się czym jest owe szczęście?

Czy to dobra praca,piękna sylwetka,rodzina,piękny dom?

Czy mając to wszystko jesteś szczęśliwy czy jednak w głębi duszy czegoś wciąż Ci brakuje?

Jak naiwna byłam przez tyle lat wierząc ze szczęście dadzą mi rzeczy materialne,lecz przekonałam się że one mogą być tylko miłym dodatkiem do wszystkiego,a żeby odkryć prawdziwe spełnienie i szczęście wystarczy tak niewiele. Mając trzy podstawowe rzeczy osiągniesz to czego szukasz a reszta przyjdzie jako uzupełnienie.


Jakie są więc owe magiczne składniki szczęście?


  • Wiara.

W Boga,w Buddę,w przyrodę? Nie ważne,ważne aby po prostu wierzyć.

Wiara nie określa w jakiego Boga mamy wierzyć,ważne aby po prostu wierzyć,że jest coś wyższego nad Nami ludźmi i czuwa. Znaleźć takie zagubione cegiełki które budują nasza dusze.

Ja wierzę w Boga,w Kościół nie. Ostatnio coraz częściej uświadamiam sobie że jeśli nie ma nikogo,kiedy się boję to wiem że może chwilowo jestem sama to jednak nie samotna.


Bardzo wzruszyła mnie pewna opowieść którą przeczytałam
i przypominam sobie o niej gdy nadchodzą gorsze chwile.

''We śnie szedłem brzegiem morza z Panem
oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia.
Po każdym z minionych dni zostawały na piasku
dwa ślady mój i Pana.
Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad
odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.
I rzekłem:
“Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą
przyrzekłeś być zawsze ze mną;
czemu zatem zostawiłeś mnie samego
wtedy, gdy mi było tak ciężko?”
Odrzekł Pan:
“Wiesz synu, że Cię kocham
i nigdy Cię nie opuściłem.
W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad
ja niosłem Ciebie na moich ramionach.”



Uwierz mi że nie trzeba wierzyć w konkretnego Boga by mieć niesamowitą wiarę która Nas wznosi. Wiara to takie skrzydła i opoka,to dusza,a duszę ma każdy człowiek lecz czasem o niej zapominamy,a medytacja i modlitwa pomaga Nam o niej przypomnieć:)


  • Miłość.

To uczucie które przepełnia całych Nas. To moc której nie można opisać słowami. Wyrażając i czując miłość do siebie i innych dostajemy energie która mogłaby burzyć mury.

Spróbuj wypraktykować. Zacznij kochać siebie a zobaczysz jak pokochasz innych i wybaczysz im wszystko,dzięki czemu przykre dręczące wspomnienia przeszłości odejdą samowolnie,bez walki i szarpania.

Ten kto nie kocha,ten umiera za życia.

 



  • Spokój.

To siła która przenosi góry.

Zachowując spokój i harmonię wszystkie decyzje ,myśli, działania zamienią się w drogę która zacznie kształtować sukces.

Wsłuchaj się w serce w spokoju i ciszy a zobaczysz że ono wie najlepiej gdzie masz iść i co robić. To najlepszy doradca.




''Miłość daje wiarę. Wiara daje miłość,a to wszystko daje spokój i siłę.''
Tak niewiele ale gdy wszczepisz trzy powyższe składniki w tajną recepturę na szczęście zobaczysz że nie potrzeba nic więcej.

Aplikując sobie tą miksturę codziennie będziesz widział że wszystko wokół się zmienia na lepsze,że problemy nie są tak trudne jak się wydawały,że ludzie tak nie drażnią i przede wszystkim Ty stajesz się tym kim naprawdę jesteś.

Zobaczysz rzeczy których nie widziałeś,choć były cały czas tak blisko.



22 komentarze:

  1. No to daj mi trochę szczęscia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęścia ani ja,ani nikt inny nie może Ci dać jak tylko Ty sama;)

      Usuń
  2. Zastanawiam się skąd dokładnie jest ta opowieść. Takich nauk nigdy nie dość :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiara? Jedynie wiara w siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisane! Choć ja bym w mojej prywatnej hierarchii spokój umieściła na pierwszym miejscu. Umiejętność jego zachowania jest niezwykle ważna i przy okazji bardzo trudna do wyrobienia.

    A tak poza tym to w bardzo fajny sposób piszesz o psychologii :) Chcę więcej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz że nawet nie patrzyłam w jakiej kolejności piszę? Dla mnie trzy powyższe są na jednym miejscu więc po prostu tak jakoś wyszło że są w tej kolejności:) Ale każdy ma swoje priorytety i hierarchię wartości ustala sam:)

      Dzięki Mag;) Hmmm czy to psychologia? Nie wiem,po prostu pisze to co płynie w danej chwili z serca... Ale widzę że wielu przeciwników spotkała moja opinia:D

      Usuń
  5. Szanuję Twoje poglądy ale mam inne. Myślę, że celem życia nie jest szukanie szczęścia (dla każdego człowieka pojęcie szczęścia może oznaczać coś innego, dużo zależy od tego w jakiej sytuacji się znajduje) ale umiejętność przyjmowania wszystkiego co niesie życie, nawet cierpienia, z akceptacją i wdzięcznością oraz rozeznanie czy cele które sobie wyznaczyliśmy są realne do osiągnięcia i dążenie do nich ale nie za wszelką cenę.
    Co do wiary to uważam że wiara dla samej wiary jest życiem w iluzji, okłamywaniem samego siebie. Wierzysz i co dalej? Jeżeli wierzysz trzeba postawić kolejny krok naprzód i żyć zgodnie z wiarą. Wiara bez uczynków jest martwa. "Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne że celem nie jest szukanie szczęścia. Ten wpis miał mieć nieco inne przesłanie,ale widocznie lepiej mi przekazać informacje na żywo niż pisząc lub po prostu się nie zrozumieliśmy ;)

      ''umiejętność przyjmowania wszystkiego co niesie życie'' z tym całkowicie się zgadzam i sama wyznaję taki pogląd. Trzy powyższe składowe które opisałam mogą jedynie pomóc przejść przez trudne dla człowieka chwile,np. taki spokój. Czy nie lepiej przyjąć cierpienie w spokoju niż dodatkowo się nim zadręczać i ''szarpać'' ???

      Jeśli o wiarę chodzi to temat jest dość delikatny. Co do Twojego pytania to wiesz... zależy w co wierzysz... Możesz wierzyć w Boga i to dodaje Ci sił,ale możesz też wierzyć po prostu w siebie i własne możliwości. Tak naprawdę nie ważne w co wierzysz... Ważne że to pomaga Ci iść naprzód (a pisząc iść mam na myśli właśnie działanie)

      Usuń
    2. Każdy z nas został obdarzony wolną wolą i możliwością kierowania własnym życiem. Czasami jednak zdarzają się wydarzenia na które nie mamy żadnego wpływu, wobec których czujemy się bezsilni, które uczą pokory i przyjęcie ich ze spokojem jest wielką sztuką a nawet nie sztuką tylko efektem długotrwałej żmudnej pracy nad sobą, którą mało kto z żyjących we współczesnym konsumpcyjnym świecie podejmuje. Ukształtowanie wiary nadziei, miłości, pokoju etc. i każdej innej wartości wymaga żmudnych i długotrwałych ćwiczeń duchowych. To nie jest wrodzone tylko nabyte. Twoja recepta na szczęście jest może prosta w teorii ale nie w praktyce. Co nie znaczy że nie warto rozwijać się duchowo. Wszystko co wymaga wysiłku ma wartość.

      Nie sadzę że kwestia wiary jest tematem delikatnym, oczywiście należy uszanować poglądy innych (nawet jeśli nam wydają się niezrozumiałe lub dziwne). Rozumiem i sama odczuwam szacunek i podziw dla natury ale wiara w przyrodę (to tylko przykład) jest wiarą w "skutek" a nie w "przyczynę". To tak jakby leczyć objawy a nie źródło choroby. Znacznie lepiej jest dotrzeć do źródła i z Niego czerpać moc. A cytat kończący mój wcześniejszy wpis wyraźnie wskazuje na Boga, choć zgadzam się, że ludzie mogą znać Go pod różnymi imionami i dochodzić do Niego różnymi drogami. Niemniej jednak dla chrześcijan ogromną siłę i wewnętrzne oczyszczenie (tak jakby spadło kilka kilogramów) daje Eucharystia i nie chodzi tu o "wiarę w Kościół jako instytucję lub grupę ludzi" ale o komunię z Bogiem której nie znajdzie się w Jego dziełach. Dlatego szkoda jeśli ktoś dobrowolnie rezygnuje z tego. Rozumiem że do takiej decyzji trzeba dojrzeć i nie patrzeć przez pryzmat "instytucji" tylko szukać osobistej relacji ze Stwórcą. Życzę Ci abyś pogłębiała swoją wiarę i kroczyła tylko tymi ścieżkami, które przybliżą Cię do Niego.

      Mam nadzieję że nie uraziłam Cię swoimi wpisami. Nie taki był mój cel. Jestem trochę staromodna i uważam że należy mówić to co się myśli ale tak jak wspomniałam wcześniej nie obrażając nikogo.
      Twój blog oceniam bardzo pozytywnie, co jest fajne to to że nie jest monotematyczny (fitness, dieta itp) ale starasz się zahaczać o różne aspekty życia, również sferę ducha :). Sposób w jaki piszesz świadczy o tym że jesteś mądrą i myśląca osobą, nie ujmujesz tematów powierzchownie i jesteś dociekliwa.

      Chyba jeszcze nie napisałaś ostatniej części o wilczym głodzie, czekam z niecierpliwością i pozdrawiam:).

      Usuń
  6. No jasne,masz całkowitą rację i zgadzam się z tym. O wiele rzeczy trzeba się mocno postarać i nikt nie mówił że jest to łatwe.

    Z tą moją ''receptą'' nie chodziło o to że jeśli tylko to będziemy rozwijać to będzie wszystko super i po sprawie. Nie. Chodziło o to że ludzie szukając szczęścia nie wiedzą chyba co to tak naprawdę jest szczęście. Oczywiście każdy ma swoje priorytety,nie kwestionuje tego i nie podważam,ale spotkałam się z wieloma ludźmi którzy mieli piękne domy,samochody,pracę a mimo to nie czuli szczęścia. Dlaczego? Bo zapomnieli że owe szczęście nie jest jedynie materialne,a czasem trzeba zajrzeć głębiej.

    Po prostu jeśli ktoś skupi się na pracy nad: spokojem,miłością, i wiarą to pozostałe czynniki i cała droga do samorealizacji wyda się łatwiejsza. Wiem,że to nie jest od tak hop siup. Uwierz że wiele przeszłam i pisze o tym wszystkim nie na podstawie teorii z książki,a z własnego doświadczenia,bólu i radości.

    Widzisz,jeśli chodzi o kwestię wiary i Boga,to wiem że ludzie mają różne poglądy na ten temat. Ja nie chciałabym nikomu narzucać swojej i tym bardziej oceniać co daję mu tak zwaną siłę,ale jeśli wie że jest coś wyższego ponad Nami ludźmi i to mu wystarcza to ok:) Tutaj chodzi o samą moc,to uczucie które daje jakiegoś ''kopa'',podnosi gdy upadamy,pokazuje światło gdy wydaje się że wszędzie jest ciemno.

    Co do dalszej części to oczywiście że mnie nie uraziłaś. Ja bardzo szanuję ludzi którzy wyrażają swoje zdanie. Uważam że jeśli nikomu nie wyrządzamy krzywdy tym co mówimy to jak najbardziej należy to mówić. Cieszę się że napisałaś i wyraziłaś swoją opinie,naprawdę liczą się dla mnie takie komentarze:)

    A co do tematyki to wzbogaciła się ona dzięki moim doświadczeniom jakie miałam i odkryciu że oprócz fitnessu,diety,medycyny to psychologia i dusza są rzeczami które również mnie interesują i chciałabym się nimi dzielić:)

    Do tego przekonałam się że ciało umysł i dusza muszą grać w jednej drużynie ,aby działały sprawnie.

    A III część zaburzeń jest prawie gotowa. Nie wiem czy będzie interesująca bo zawiera głównie linki i materiały dotykające owego problemu,ale i tak niebawem się ukaże:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mogę się zgodzić z tymi słowami:
    "Myślę, że celem życia nie jest szukanie szczęścia (dla każdego człowieka pojęcie szczęścia może oznaczać coś innego, dużo zależy od tego w jakiej sytuacji się znajduje) ale umiejętność przyjmowania wszystkiego co niesie życie, nawet cierpienia, z akceptacją i wdzięcznością"

    Spotkałem się z opinią, że nie ma niczego, jest tylko to czemu nadajemy znaczenie. To czy przyjmujesz to co niesie życie zależy tylko od tego jakie nadajesz znaczenie danej sytuacji. I tylko od tego.

    Poniższa opowieść od Bartosz Bait:

    Opowiem Ci pewną historię, o której ostatnio przeczytałem:

    "Stary człowiek i jego syn pracowali na małej farmie. Mieli tylko
    jednego konia, który ciągnął ich
    pług. Pewnego dnia koń uciekł.
    - Jakie to straszne - współczuli sąsiedzi. - Co za nieszczęście.
    - Kto to wie, czy to nieszczęście, czy szczęście - odpowiadał farmer.
    Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni
    pięć dzikich klaczy.
    - Co za niesamowite szczęście! - mówili sąsiedzi.
    - Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? - odpowiadał starzec. Następnego
    dnia syn, próbując
    ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.
    - Jakie to straszne. Co za nieszczęście! - mówiono.
    - Nieszczęście? Szczęście?
    Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę. Syn
    farmera był nieprzydatny,
    więc pozostał.
    - Szczęście? Nieszczęście?"

    Wszystko w życiu ma swój cel i każde zdarzenie jest lekcją. Wszystkiemu człowiek sam nadaje znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak,ta opowieść "Droga miłującego pokój wojownika" jest bardzo pouczająca :) I chyba właśnie Anonim pisząc: ''umiejętność przyjmowania wszystkiego co niesie życie, nawet cierpienia, z akceptacją i wdzięcznością" miał coś podobnego na myśli.

      Oczywiście że człowiek sam nadaje znaczenie danym sytuacjom. Jak mawiał Bert Hellinger : Nie ma dobra czy zła. To człowiek wybiera jak widzi dane zdarzenie czy sytuację.

      Tutaj głównie działa podświadomość i rola pozytywnego myślenia oraz świadomość.
      Przeramowywanie negatywnych przekonań na pozytywne.Jeśli zdarzy się ''upadek'' to nie odrzucanie go a świadome przyjęcie jako lekcji/akceptacja,zauważenie że coś się stało ale tym samym nie popadanie w marazm i smutek tylko pozytywne myślenie,wiara i spokój.

      Takie jest moje zdanie,ale nie wiem czy dobrze się wyraziłam i czy znów nie będzie niejasności:)

      Usuń
  8. Wyraziłaś się świetnie. Tak to miałam na myśli:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak naprawdę trzy wartości, które wymieniłaś są obok każdego z nas. Trzeba tylko się przyjrzeć, czasem trochę zwolnić tempo swojego życia i naprawdę można być szczęśliwym. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, jak ja uwielbiam Twoje wpisy! Piszesz w fantastyczny sposób, który bardzo do mnie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę z tego powodu;)

      Usuń
  11. Opowieść piękna :) zgadzam się ze wszystkim co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)

Wszelkie opinie są bardzo pomocne w prowadzeniu bloga :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...