piątek, 21 sierpnia 2015

Dlaczego czasem lepiej nie wiedzieć,a wiedząc mniej lepiej śpisz?

W dzisiejszym świecie ludzie z depresją i zagubieniem wewnętrznym to coś normalnego. Tak jak ludzie z grypą czy katarem.

Niby mamy dużo,dążymy do wielu,pracujemy dla dużych pieniędzy,mamy duże domy,ale jednak przez pustkę w środku szukamy pomocy.

Hmmm i tu świetnie wpisuje się cytat:




Właśnie naszła mnie refleksja czemu odkrywając coraz to nowe sztuczki coachingowe,rozmawiając z coachami,psychologami i terapeutami mój stan zaczął się pogarszać... (tak wiem że aby nastało oczyszczenie musi nastać ciemność i ból,ale jednak to trwało już za długo) 
Dlaczego zamiast się odnaleźć to ja czułam się bardziej rozdarta i uzależniona od drugiej osoby. 
Bałam się cokolwiek zrobić bez wsparcia i potwierdzenia guru.

Widziałam,że coś jest nie tak,zamiast poczuć się lepiej,ja zaczęłam od bagna z anoreksją i bulimią przechodzić do bagna i zagubienia, aby z tego wyjść ''szukając siebie'' z coachami.
Ze skrajności w skrajność...

Zaczęłam zastanawiać się czy nie jestem poddawana przypadkiem jakimś szamańskim rytuałom aby stać w miejscu lub krążyć w kółko odczuwając tylko chwilową poprawę by znów upaść i polecieć z workiem pieniędzy po pomoc do mojego coacha?


Myślałam gdzie jest ta dziewczyna która kiedyś robiła sama to co uważała za słuszne i jakoś wychodziła z tego całkiem nieźle.
Dlaczego gdy jeszcze nie byłam tak wciągnięta w te wszystkie nowinki,wiedzę i świat internetu działałam według swojego wnętrza a teraz nie umiem podjąć najłatwiejszych decyzji?



Opętanie jakieś czy co? Świat zwariował czy ja?




Aż nadszedł dzień przełomowy,aż coś we mnie pękło i tak zabolało ,ale tym razem po wielu ciosach było mi wszystko jedno czy rozrywa mi serce i co się stanie.
Powiedziałam sobie niech się dzieje co chce. 
Ja nie kontroluje.  Nie chce mi się stawiać już oporu.
Olewam i sprawdzę co dzieje się samo z siebie.
Czasem kiedy nie ma wyjścia,musisz wejść,więc weszłam.
Weszłam w to czego nie chciałam i od czego uciekałam.

Przestałam też czytać wszystkie arty,mniej czasu spędzałam w necie bo nadmiar informacji zaczął prac mi mózg gorzej niż Dosia,a sprzeczne info z każdej strony robiły mi z mózgu shota.


Przypadkowo w między czasie znalazłam ciekawe stwierdzenie:

''australijski farmer biegnie bez przygotowania w ultramaratonie na 800 km. Wygrywa. Zgodnie z NLP farmer nie znał się na maratonach, nie wytworzył więc w sobie bariery, która jest w naszych głowach i mówi nam: „To jest za trudne, tego się nie da zrobić”.


Eureka!


Nagle olśniło mnie czemu diety którymi odchudzano się kilka lat temu działały,a teraz nagłe nie działa nic i wymyślane są coraz to nowe sposoby na schudnięcie (patrz wyżej przykład o farmerze)
Dokładnie napiszę o tym we wpisie o mindful eating. 
W skrócie: jeśli myślisz i nasłuchasz się że dana rzecz Ci szkodzi i z taką myślą to jesz to wiadomo że ciało i umysł jest posłuszne i przyjmie to jako wroga a nie jako coś co ma służyć...


Doszłam też do punktu w którym stwierdziłam że początkowo bardzo pomocne jest wsparcie terapeuty/coacha/dietetyka etc. bo można zacząć kierować życiem we właściwym kierunku,ale nasze czasy to czasy nałogów i nawyków i od jednej skrajności wpadamy w drugą. 

Wiadomo że na najpierw trzeba zdobyć fundamenty i podstawy aby budować dom,ale później zamiast szukać więcej i lepiej - postaw na wewnętrzny radar i nim się kieruj.
Nie zawsze więcej znaczy lepiej a czasem lepsze jest wrogiem dobrego.

Kiedyś ludzie nie mieli internetu,nie byli bombardowani tyloma informacjami i jakoś wiedzieli jak żyć i nierzadko robili to lepiej niż dzisiejsze społeczeństwo.

Dziś pochłonięci nowinkami na temat rozwoju/diet/żywności/psychologii/polepszaniu życia/nowymi technikami zgłębiamy chłoniemy jak gąbka,chcemy więcej i więcej a od tego wszystkiego robi się mętlik i znowu nie wiemy o co w tym chodzi.

Uzależniamy się od wiedzy o rozwoju bo myślimy że bez tego ne damy rady.

Że im więcej informacji,tym więcej odpowiedniego działania.






I tak po przejściu dość wyboistej drogi mogę śmiało stwierdzić że najlepszym doradca jesteś Ty sam!
(nie mówię tu o poważniejszych problemach i zaburzeniach psychologicznych) ale w każdym innym przypadku jedyne co Ci trzeba to wsłuchać się w głos który jest w Tobie.

Zacząć praktykować zespolenie z samym sobą. 
Nie dokładać dodatkowo kolejnych wieści z zewnątrz,nie zakłócać przepływu. 
Choć może wydawać się że cisza i pustka może być straszna to tak jak wszystko na początku jest przerażające to później okazuje się wybawieniem.

I choć sama nieraz daje się jeszcze ponieść umysłowi,temu głosikowi w głowie który próbuje mnie zatrzymać w strefie komfortu,który zaczyna się bać i cofa mnie do tyłu to jednak coraz częściej zaczęłam słuchać serca i podążać za intuicją,widząc co ''gra'' umysł,ale nie utożsamiając się z tym. 
A robiąc krok do tyłu wiem że przyjdą dwa kroki w przód.

Wystarczy wsłuchać się w siebie lub czasem nawet odpuścić i dać rzeczom dziać się swoim biegiem.

To że coś nie wychodzi nie znaczy że robisz coś źle.
Po prostu w tej chwili dzieją się takie rzeczy które akurat teraz są dla Ciebie najlepsze.

Działaj i idź naprzód ale bez oporu i walki.
Ufając sobie i wiedząc że wszystko co potrzebne przyjdzie w swoim czasie,a to co możesz zrobić zrób teraz. 
Bo dążenie do celu to nie pozostawanie biernym,ale umiejętne aktywne kroczenie naprzód i życie w zgodzie ze sobą.


A więc nie zawsze więcej znaczy lepiej... 
Bo czasem wiedząc mniej lepiej śpisz.
A najlepszym drogowskazem jest wnętrze...





16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Cziki,Cziki:-) Jak super i tutaj Cię widzieć:*

      Usuń
  2. Ciekawy pis, z którym się zgadzam,

    OdpowiedzUsuń
  3. inspiryjacy wpis i musze przyznac, ze masz w tym duzo racji. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, doskonały post! Pozwoliłam go sobie udostępnić na facebooku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Setterko. Tak świetnie piszesz. Może zastanawiałaś się keidyś nad coachingiem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Gdzieś przemknęła mi taka myśl,ale nie zastanawiałam się nad tym głębiej:) Może jednak warto o tym pomyśleć;)

      Usuń
  6. Przyznam szczerze, że mnie jakoś coachingi nigdy nie przekonywały. Może dlatego, że jestem typem prostej, technicznej osoby, która wszystko bierze na logikę i nie widzi sensu w robieniu dodatkowej filozofii tam gdzie jej nie ma. Może nie zawsze moje wybory wychodzą mi na dobrze, ale dopóki nie potrzebuję pomocy to jej nie szukam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam Cię już jakiś czas.. obserwowałam też Twoje wpisy na potreningu.. bardzo mądrze i dojrzale piszesz o tym co myślisz :) Masz rację, że trzeba słuchać siebie, bo sami jesteśmy najlepszymi doradcami.
    Nie do końca jestem przekonana jeśli chodzi o coaching.. ale jeśli komuś pomaga to dobrze :)
    Pozdrawiam ciepło!
    zapraszam do siebie www.zdrowatrzydziestka.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mądry, fajny i emocjonalny post! Taki prawdziwy od serca! Utożsamiam się z tym co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)

Wszelkie opinie są bardzo pomocne w prowadzeniu bloga :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...