poniedziałek, 19 października 2015

Inspirująca przemiana blogerki.

Postanowiłam napisać o historii Asi bo pokazała że nie trzeba liczyć kalorii,makroskładników i stosować drastycznych ograniczeń by schudnąć. Wystarczy kilka zmian na stałe,a dieta przestanie kojarzyć się z katorgą.

Po drugie Asia pochodzi z okolicy niedaleko mnie więc tym bardziej postanowiłam nawiązać z nią kontakt i dowiedzieć się jak straciła kg i jak się teraz czuje. Oto co mi powiedziała:


''Moja walka z odchudzaniem nigdy nie byłam jakoś szczególnie wysportowana i przyznam szczerze – nigdy nie lubiłam sportu. Kiedy miała odbyć się lekcja wf-u, bolał mnie brzuch. W szczególności w gimnazjum, gdzie nie umiałam zaserwować jak graliśmy w siatkówkę oraz wtedy gdy miałam najgorszy czas biegania i dostawałam 3. Płakałam i jedna dziewczyna zawsze się ze mnie śmiała. Nie lubiłam jej. Piszę to tylko dlatego, że zawsze miałam lekką nadwagę (nigdy nie byłam otyła) i poprzez moje nielubienie aktywności fizycznej i miłość do niezdrowego jedzenia wyglądałam jak wyglądałam. W pierwszej liceum byłam bardzo chora że wylądowałam w szpitalu i byłam przeszczęśliwa, jak się okazało że nie mogę ćwiczyć przez całą drugą klasę na wfie, chociaż pani z tego przedmiotu oceniała aktywność na zajęciach a nie czy robiło się dobrze fikołki.
Pierwsze kroki z odchudzaniem podjęłam jak byłam na trzecim roku studiów. Czułam się źle w swoim ciele, mało atrakcyjna i poprosiłam rodziców by kupili mi steppera. Tak się stało i ćwiczyłam intensywnie od lutego do czerwca. W lutym przy moim wzroście 157 cm ważyłam 62 kg i zeszłam do 55 przez te cztery miechy. Wyjechałam do Niemiec i tak mi kuchnia posmakowała że powróciłam do tamtego trybu życia, czyli niezdrowego. Niestety nie posiadam zdjęć z tamtego okresu.
Mijały lata i wypadł mój ślub. Wszędzie czytałam, że wiele przyszłych panien Młodych się odchudza, żeby wyglądać pięknie, ale ja postanowiłam udowodnić wszystkim, że Panna Młoda o rozmiarze XL też może być piękna, chociaż czuję, że między wierszami mi najbliżsi przebłąkiwali o odchudzaniu ale olewałam to.

Poniżej są moje zdjęcia ze ślubu (koniec września 2014)
W tamtym momencie ważyłam jakoś 60 kg i w talii miałam 82 cm. Troszkę dużo nie? Ale jedno jest pewne – nie żałuję, że się nie odchudzałam. I tak poniekąd stres związany z przygotowaniami zżarł mi trochę ciała. Widać na tym czarno-białym zdjęciu mój wielki tyłek nie??
Nadszedł jakoś marzec/kwiecień 2015 rok, kiedy miałam wypadek i było jakoś po świętach wielkanocnych kiedy poczułam się ociężała i nie dopinałam się do moich spodni niestety. Zaświeciła mi się czerwona lampka i sygnał alarmowy że coś trzeba z tym zrobić.
Na fejsie non stop widziałam na stronie Ewy Chodakowskiej metamorfozy. Zaczęłam ćwiczyć Killera oraz cos podobnego ale stwierdziłam, że jak na początek mojej aktywności (5 maj 2015) to za ciężko więc zaczęłam szukać czegoś lżejszego. To Mel B i Tiffany Rothe spadły jak grom z jasnego nieba!! Pooglądałam filmiki na jutubie i stwierdziłam – to jest to!! Cardio + brzuch + boczki towarzyszyło mi prawie codziennie. W czerwcu oprócz ćwiczeń z tymi super babeczkami zaczęłam biegać i bieganie pozostało mi do dnia dzisiejszego!! W lipcu i sierpniu jedynie co robiłam to biegałam oraz ćwiczyłam raz brzuch, raz boczki, gdyż bardzo zależało mi na spalaniu tłuszczu. Z tej racji, że zaczął się zimny wrzesień, wróciłam do ćwiczeń z Mel B i szukam inspiracji u innych trenerów fitness.

Mój bardziej szczegółowy harmonogram ćwiczeń wyglądał tak:
Maj:
- ćwiczenia Cardio lub trening całego ciała + brzuch + boczki
Czerwiec:
- bieganie 40 minut (odpuściłam cardio z Mel B) + ćwiczenia na brzuch co 2-3 dni, w międzyczasie boczki szły w ruch
Sierpień:
- bieganie 45-50 minut
Wrzesień
- czasem biegałam jak było ciepło
- jak było zimno to cardio z Mel B, brzuch
-interwałowy trening z Moniką Kołakowską (jak mi się nie chciało biegać lub ćwiczyć z Mel B)
Październik:
- interwałowy trening 15 minutowy z Moniką Kołakowską + ćwiczenia na brzuch i nogi też tej kobiety (robię co 2 dni)
Próbowałam ćwiczyć przez te miesiące z innymi trenerami Fitness, ale jakoś mi one nie podpasowały.
W tym czasie od maja robiłam sobie jeden dzień lub dwa dni w tygodniu przerwy, żeby się nie zniechęcić i żeby mięśnie się zregenerowały.


Oprócz tego szukałam różnych diet i trafiłam na Tipsi którą pozdrawiam bardzo serdecznie oraz na inne strony poświęcone tematyce fitness i ułożyłam swój jadłospis.
Czyli rzuciłam słodycze (jeśli chodzi o słodycze to ja polecam rzucić od razu wszystko a nie zmniejszać ilość słodyczy) oraz zastosowałam zamienniki.
DIETA: nie stosowałam diety ale zamienniki wymienię
czekolada zwykła zostałą zamieniona na gorzką
smażony kotlet - kotlet na parze
batony typu Mars, Snickers - batony z Biedronki Fit
słodycze - truskawki, banany
soki - woda Polaris z Biedronki (najtańsza)
białe pieczywo - ciemne pieczywo


W wakacje w godzinach porannych przed pracą jadłam sobie zimnego loda – Big Milka :P. Raz w tygodniu jem jakąś słodkość lub coś niezdrowego :D.

Nie liczyłam kalorii – po prostu nie chciało mi się tego robić 
Przyznam szczerze że czuję się super, mam kondycję i nie wyobrażam sobie dnia bez aktywności fizycznej.
Efekty mojej czteromiesięcznej „kuracji odchudzającej”:
- w pasie w maju miałam 82 cm a teraz mam 72/71
- z wagi 61 kg zeszłam na 54
- zmniejszył mi się biust – z rozmiaru D na C
- w ramionach zrobiły mi się mięśnie,
- zeszczuplały mi nogi
- spadł mi brzuch
- podniosły mi się pośladki
- ciuchy robią się na mnie za duże  w moich dwóch ulubionych sukienkach wyglądam jak sierota 
Tak wyglądam teraz:

O to jak wyglądałam rok temu i jak wyglądam dziś. To zdjęcie po lewo to mój panieński, a to po prawo jest z sierpnia.
To zdjecie z sierpnia 2015 roku
Zapraszam na mojego bloga www.askowy-lifestyle.blogspot.com – jestem początkującą blogerką.''

14 komentarzy:

  1. Całkiem ładny wynik jak na te 4 miesiące :) teraz tylko gratulować i życzyć wytrwałości !

    OdpowiedzUsuń